17 lis 2014

Moje życie (rozdział 4)



Udało mi się dotrzeć do stołówki. Kupiłam sobie jakieś picie i usiadłam przy jednym ze stolików. Nic nie rozumiałam. Czemu mój brat jechał z Lulu? Przecież oni się nie lubili nawet na tyle, aby przebywać w jednym miejscu razem. A może to były tylko pozory? Może mieli romans? Nie to niemożliwe. Lulu nie był gejem. Mirek tak, ale nie mój Lulu. Chociaż… Może Mira go poderwał i Aurel zmienił orientacje? Tylko, czemu wtedy, by ze mną był? Nasze życie nie zmieniło się w najmniejszym stopniu. Ani towarzyskie, ani prywatne. Do tego jestem w drugim albo trzecim tygodniu ciąży, więc coś by było nie tak gdybym Lulu nawet w najmniejszym stopniu nie pociągała. Nic już nie rozumiem.
Moje przemyślenia przerwało chrząknięcie dochodzące zza moich pleców. Odwróciłam się i zobaczyłam doktorka.
-Panno Michalino, panny brat już jest na sali. – Pan Marek uśmiechnął się do mnie łagodnie.
- Już idę. Chociaż w sumie to nawet nie wiem, co ja mam mu powiedzieć… - Wstałam z krzesła i zabrałam butelkę z piciem. – „Cześć braciszku. To prawda, że masz romans z moim narzeczonym, czy Twoja siostrzyczka ma urojenia?” – Spojrzałam na doktorka, który z trudem powstrzymywał rozbawienie. – To nie jest śmieszne! – Zrobiłam oburzoną minę, chociaż wiedziałam jak komicznie to brzmi. – Ja tu kryzys przechodzę, a pan się śmieje. – Strzeliłam focha na Palczewskiego i weszłam do sali segregacji.
Łóżko Lulu dalej było zasłonięte parawanem, więc mnie nie widział. Po drugiej jednak stronie sali na łóżku siedział mój młodszy o dwa lata brat. Podeszłam do niego i uśmiechnęłam się troskliwe.
-Cześć Mira. – Założyłam maskę jakbym się nie domyślała o tym, co go może łączyć z Lulu. – Jak się czujesz? – Mirek spojrzał na mnie ze zdziwieniem, ale zaraz się opanował.
-Całkiem dobrze, ale… Co Ty tutaj robisz?
-Przyjechałam do Lulu, ale dowiedziałam się, że Ty też tu jesteś, więc postanowiłam zobaczyć, co z moim braciszkiem. – Uśmiechnęłam się opiekuńczo tym samym wywołując u mojego brata niedowierzanie.
-Ty się o mnie martwisz? Kim jesteś i co zrobiłaś z moją siostrą? - Przyjrzał mi się nieufnie. Zrobiłam minkę nadąsanego dziecka i spojrzałam na niego z wyrzutem.
-No wiesz? Jak możesz tak mówić? Jestem Twoją siostrą, więc to normalne, że się martwię o Ciebie. – Przybrałam poważny wyraz twarzy, co było trudne, bo bardzo chciałam się roześmiać na widok miny Mirka.
-A-aha… Skąd u Ciebie taka zmiana? Jeszcze dwa lata temu byłaś wredną suką bez uczuć. Naprawdę nie wiem, co w Tobie Lulu widział.
-Widzi, bo dalej jesteśmy razem. Co więcej oświadczył mi się, a ja jestem już w trzecim tygodniu ciąży. – Uśmiechnęłam się tryumfalnie. Mira był w wielkim szoku. Opanował się jednak i uśmiechnął do mnie. Wiedziałam, że ten uśmiech jest sztuczny, ale już się nie odezwałam.
-Cieszę się, że Ci się układa. Chociaż Ty z całej naszej rodziny masz kogoś, kto Cię kocha i nie oszukuje.
„Zaraz Ci przyłożę, a wtedy żaden lekarz Cię nie uratuje.” - pomyślałam uśmiechając się słodko. Nawet nie wiem, czemu mam takie sadystyczne myśli.
-Przynieść Ci coś?
-Nie, nie trzeba.
-Właściwie to jak to się stało, że tutaj trafiliście? Bo w zbieg okoliczności to ja nie uwierzę.
-Wróciłem dzisiaj z Chorwacji i chciałem do Ciebie przyjechać. Zośka miała mnie odebrać z lotniska, ale w ostatniej chwili dowiedziałem się, że przyjedzie ten Twój goguś. Po kilku minutach kłótni wsiadłem do tego głupiego auta z tym bałwanem. Bez urazy siostruniu. – Spojrzał na mnie wymownie – Potem jechaliśmy w ciszy. Chciałem włączyć radio i ustawić jakąś fajną piosenkę, ale za każdym razem, gdy coś się trafiło ten Twój „ukochany” przełączał twierdząc, że „To wycie go rozprasza w prowadzeniu” i zaczęliśmy się kłócić. Trochę się rozkojarzył i nie zauważył, że tamten palant – wskazał na chłopaka siedzącego łóżko dalej – wyjechał na nasz pas. I czołówka. Tyle w temacie.
 Spojrzałam na niego uważnie. W jego oczach dojrzałam kilka razy iskierki, które wskazywały na to, że chłopak kłamie. Nie mogłam mu jednak tego teraz zarzucić zanim nie wymyślę, co oni robili tak naprawdę.
-To miłe, że chciałeś mnie odwiedzić. Szkoda tylko, że tak to się skończyło… - Zrobiłam smutne oczka. – Ale… Dlaczego wróciłeś z Chorwacji? Myślałam, że zostaniesz tam z tym swoim nowym chłopakiem. Wyglądaliście na naprawdę zakochanych jak wyjeżdżałeś.
-Ta… To były tylko pozory. Kiedy wyjeżdżaliśmy byliśmy już dość ostro pokłóceni. W Chorwacji jakoś się uspokoiło, ale tylko na kilka dni. Potem przyłapałem go jak dobierał się do jakiegoś lalusia, a że na mnie tłumaczenie typu: „byłem pijany” albo „to dla mnie nic nie znaczyło, dalej Cię kocham” nie działają…. – Mirek skrzywił się lekko. Tak w ogóle to cud, że go zrozumiałam. W końcu jego warga jest pozszywana, przez co strasznie sepleni.
-Zawsze miałeś pecha do znajdowania sobie kochanków.
-No dzięki siostra. Za to na miejscu Twojego narzeczonego skoczyłbym z mostu do rzeki z kamieniem przywiązanym do szyi.
-Zapomniałeś, że to rola ludzi podobnych do Twojego trzeciego chłopaka? W końcu po tym jak go rozdziewiczyłeś rodzina się go wyparła a bidulek popadł w depresje.
-Wygrałaś. – Mira westchnął cierpiętniczo. – Ale nie zmienia to faktu, że Alex nie miał kamienia, a po akcji ratunkowej ożenił się z dziewczyną, która widziała jak skacze i zadzwoniła po pomoc.
-A Ciebie oskarżono o podżeganie do samobójstwa, wiem, wiem. Byłam na procesie sądowym, braciszku.
Mój brat chyba do reszty się załamał tą rozmową, bo opadł na poduszki i patrzył tępo w sufit.
-Mira? Ja przepraszam, nie chciałam być niemiła… - Usiadłam na łóżku i dotknęłam delikatnie jego dłoni. Przecież powinien mi teraz dopiec, a nie się rozczulać czy załamywać.
-To nie przez Ciebie… No nie do końca, przynajmniej. – Westchnął cierpiętniczo i spojrzał na mnie przepraszająco. – Misia, bo ja… Ja zrobiłem coś, za co mnie wsadzą do więzienia. – No tego to się nie spodziewałam. Moje zdziwienie było autentyczne. – Bo ja… Ja jestem winny temu wypadkowi; skoku Alexa; oskarżenia Wdowy o posiadanie narkotyków; podrywaniu Ci faceta; przedawkowaniu Alriel; podpaleniu naszego domu i wiele więcej… - Wpatrywał się w swoje dłonie, jakby czekając na jakikolwiek atak z mojej strony.
-Wiem, wiem, wiem, wiem, wiem, a tego ostatniego do w życiu bym nie zgadła. – Darowałam sobie wszelkie emocje. Mira właśnie miał wypadek, a to, że mi poderwał Aurela przeżyje. Zresztą ciąży i tak nie miałam zamiaru donosić, więc jakoś się ułoży. – A właśnie, doktor Marek znalazł Twój kolczyk, więc teraz mi wyjaśnij, co on robił w przełyku Aurela.
Mirek wpatrywał się we mnie jakbym była kosmitą. Po usłyszeniu ostatniego zdania spalił buraka i popatrzył znowu na swoje ręce. – Dobrze…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz