Cały dzień chodziłam
zamyślona. Dalej nie mogłam stwierdzić, co ten sen oznaczał. Najdziwniejsze
było to, że gdy się obudziłam moje nogi były zmarznięte, a w ręku miałam czarne
pióro.
-Skarbie wszystko
dobrze?
-A czemu pytasz?
-Bo wlałaś sobie soku
pomarańczowego do kawy zamiast mleka i właśnie to pijesz.
Wyplułam zawartość
moich ust wprost na Daniela.
-O kurczę,
przepraszam…! – Rzuciłam się z chusteczkami żeby ratować jego bluzkę.
-Ty gapo…, O czym tak
rozmyślasz? – Kasztanowe tęczówki wpatrzyły się we mnie.
-O niczym, tylko…
Miałam dzisiaj dziwny sen. – Zaczęłam mu dokładnie opowiadać o tym śnie,
jednocześnie zapierając jego błękitną koszulkę.
Gdy skończyłam posadził
mnie sobie na kolanach i wtulił twarz w moje czarne loki.
-Kasiu… Na pewno się
dobrze czujesz? To jest niemożliwe żebyś po przebudzenia miała pióro w ręku.
Masz je w ogóle czy sobie żartujesz? – Spojrzałam na niego zdenerwowana.
-Masz mnie za idiotkę i
kłamczuchę? Mam to pióro, ale w pokoju pod poduszką. – Urażona jego słowami
wstałam i ruszyłam do sypialni.
Moje mieszkanie było
tak małe, że podchodziło pod kawalerkę. Zaraz po wejściu do niego był mały
przedsionek, a zaraz potem niewielki salon połączony z kuchnią. Znajdowała się
w nim kanapa, telewizor i biblioteczka z książkami. Na prawo były dwie pary
drzwi. Jedne prowadziły do łazienki, w której cudem zmieszczono pralkę,
prysznic, toaletę i umywalkę. Za drugimi drzwiami znajdował się mój azyl.
Sypialnia, w której poza łóżkiem i jedną komodą na ubrania nie znajdowało się
nic poza książkami. Nie opłacało się kupować półek ani tym podobnych rzeczy, bo
i tak by się nie pomieściły.
Jako typowy mól
książkowy miałam najróżniejsze egzemplarze wydawanych książek w ostatnich
latach. Wszystkie były poustawiane w równych stosach, posortowane kategoriami i
ułożone alfabetycznie. Nikt poza mną nie wiedział gdzie, jakiej książki szukać,
bo nie wzorowałam się normami. U mnie książka dostawała swoje miejsce dopiero,
gdy ją przeczytałam, bo tylko wtedy mogłam określić, do jakiej kategorii mogę
ją przydzielić.
Wszystkie książki, które
czekały na swoją kolej stały na półkach w biblioteczce w salonie. Za każdym
razem, gdy moja siostrzenica przyjeżdżała twierdziła, że kocham tylko czytać i
nie interesuje mnie nic poza tym.
Wszyscy się zdziwili,
gdy największe ciacho w okolicy zostało moim chłopakiem. Co prawda nie byliśmy
jak typowa para, ale najważniejsze było to, że idealnie się dopełnialiśmy. Ja
byłam jak chodząca encyklopedia, a on tłumaczył na „normalny” moje wypowiedzi
osobom niedokształconym w niektórych dziedzinach. Dzięki Danielowi zrozumiałam
jak ekscytujące są dyskoteki, a on zrozumiał, że wygląd to jednak nie wszystko.
Gdy tak leżałam na
swoim łóżku i podziwiałam czarne pióro, drzwi do pokoju otworzyły się powoli, a
po chwili obok mnie usiadł brunet.
-Kasia… Proszę, nie
gniewaj się. Przecież wiesz, że to nie brzmi normalnie i mam prawo nie uwierzyć
od razu. To brzmi raczej jak bajka niż sen, po którym masz pamiątkę. –
Przygarnął mnie ramieniem kładąc się obok.
Wtuliłam się w jego
tors i zamknęłam oczy. Tak bardzo mi na nim zależało, chociaż wiedziałam, że w
każdej chwili mogę go stracić. Podniosłam rękę, w której trzymałam pozostałość
po moim śnie tak, aby mógł ją zobaczyć. Poczułam jak wstrzymuje oddech.
-Ty naprawdę nie
żartujesz… - Jego niedowierzający wzrok spoczął na mnie. Uśmiechnęłam się
cierpko i kiwnęłam głową. – Ale jak to możliwe? To przecież nie może być
prawdą. Takie rzeczy dzieją się tylko w filmach albo książkach.
-To może jesteśmy w
jakimś filmie, cholera wie. Jedno jest pewne: Kohaku przyśni mi się ponownie. W
innym wypadku nie miałabym jego pióra. – Przytuliłam się mocniej do
Daniela.
-W takim razie
poczekamy i zobaczymy. Powiedział,
że jesteś jego panią nie? W takim razie nic złego ci się nie stanie, poza tym
równie dobrze on może być tym przysłowiowym „aniołem stróżem” i się tobą
opiekować od tej pory. – Cmoknął mnie w czoło i odłożył pióro na jedną ze stert
książek.
Jak powiedział, tak
zrobiliśmy. Uspokojona w pewnym stopniu przetrwałam jakoś ten dzień.
______________________________________
Leżałam na czymś
niezwykle miękkim i delikatnym, lecz czując powoli ogarniający mnie chłód
podniosłam się do siadu i rozejrzałam wkoło.
Tak jak myślałam, byłam
w tym samym pokoju, co ostatniej nocy. Te same obrazy, ten sam wygasły kominek,
to samo wielkie łoże i ta sama postać stojąca w cieniu.
Zeszłam powoli z
jedwabnej pościeli i uśmiechnęłam się lekko.
-Witaj panienko. -
Srebrne włosy niemal dotknęły podłogi, gdy się ukłonił.
Kiwnęłam jedynie głową
w odpowiedzi. Lekko uniesiona brew, w geście podziwu, upewniła mnie o
słuszności mojego podejścia do niego. W końcu jest moim służącym, nie? Nie
powinnam się z nim spoufalać.
-Jak się podoba
panience nowa kreacja? - Widząc sugestywne
spojrzenie, przyjrzałam się temu, co mam na sobie.
Krwisto czerwona
sukienka sięgała mi do kolan. Miała rozkloszowany dół, czarną kokardę w talii,
i delikatne ramiączka. Była po prostu piękna. Na nogach miałam czarne koturny
na wysokim obcasie. Moje włosy były rozpuszczone i opadały falami na plecy oraz
ramiona. Okręciłam się i widząc jak sukienka faluje pod wpływem tego ruchu
uśmiechnęłam się delikatnie do jasnowłosego.
-Jest piękna, dziękuje.
Jeszcze nigdy takiej nie miałam. - Ponownie okręciłam się w miejscu, unikając
jego świdrującego spojrzenia. - Dużo dzisiaj mamy czasu?
-Z tego, co wiem to za
osiem godzin wstajesz. - Jego ironiczny uśmiech zdenerwował mnie lekko.
-Nie jesteśmy na
"ty". Zresztą we śnie czas inaczej płynie.
Ruszyłam powoli w
stronę regałów z książkami, które stały, za Kohaku.
- Proszę o wybaczenie.
-Chyba myślał, że idę do niego w sprawie tamtej wypowiedzi, bo uklęknął na
jedno kolano i pochylił nisko głowę.
-Udzielam. - Poklepałam
go po ramieniu i podeszłam do książek.
Na grzbietach nie było
napisanych tytułów, do tego wszystkie były tak samo oprawione. Wyciągnęłam
jedną i otworzyłam na pierwszej stronie. Na samym środku kartki było napisane:
„Żeglując między
chmurami"
Zaciekawiona
przewinęłam kilka kartek i przeczytałam pierwszy lepszy akapit.
„Pomimo ciągłych walk o
wolność, kolejne Anioły były strącane z Nieba. To okrutne jak jedno pragnienie
może powodować tyle bólu.
Moja przyjaciółka,
Tsukiko*, ma coraz ciemniejsze skrzydła. Coraz trudniej jest jej się utrzymać
między chmurami Nieba. Martwię się o nią, bo jeśli ona upadnie zostanę tutaj
sama. Poza nią, nie mam już nikogo.
Większość Aniołów żegna
się już zawczasu ze swoimi podopiecznymi. Niektórzy nie zdążyli i teraz pewnie
zamartwiają się, co z ich przybranymi dziećmi.
Cieszę się, że Tsu
walczy o należną jej wolność. Z drugiej jednak strony nie chcę zostać sama,
dryfując na swojej łodzi między chmurami. W dodatku w samym środku wojny.
Tak bardzo się boję, że...”
-Panienko, z całym
szacunkiem, ale nie powinno się czytać książki od środka. – Kohaku stanął tuż
za mną. Zaśmiałam się cicho, bo poruszone jego oddechem włosy połaskotały mnie
po szyi.
-Nie przerywa się innym
w czytaniu wiesz? – Spojrzałam na niego nadąsana. – Czemu na tych książkach nie
ma napisanych tytułów?
-Nie ocenia się książki
po okładce. Za każdym razem, gdy otworzysz jakąś książkę treść się zmienia, więc,
po co im tytuły, które byłyby błędne? – Ponownie uniósł brew, a ja tylko
cmoknęłam z niesmakiem.
-Jaki ma to sens? Wtedy
nie będzie można jej drugi raz przeczytać, albo dokończyć. – Skrzywiłam się i
wpatrzyłam w grzbiety książek.
-Treść książki dostosowuje
się do potrzeb osoby, która ją trzyma. Jeśli zapragnie się przeczytać jakąś
specjalną książkę to wystarczy o niej pomyśleć, otworzyć na pierwszej stronie i
już. Ot cała logika. – Kohaku przesunął palcami po półce, po czym odsunął się
na odległość dwóch metrów.
-Strasznie to dziwne...
A właśnie! – Poszukałam wzrokiem bursztynowych oczu. – Czemu, gdy się
obudziłam, miałam Twoje pióro w ręku?
-Pióro...? Przecież to
za wcześnie... – Przymknął powieki wpatrując się we mnie intensywnie. – Proszę ze
mną panienko.
Ruszył w stronę
jedynych drzwi w pokoju, otworzył je i czekał aż pierwsza przez nie przejdę.
~*~*~*~**~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Tsukiko* - z j.jap. "dziecko księżyca"