8 paź 2016

Przyjaciel

Witaj przyjacielu.
Mogę Cię tak jeszcze nazywać?
Kiedyś byliśmy sobie niezwykle bliscy. Byliśmy niczym rodzeństwo zawsze się wspieraliśmy, pomimo wielu kłótni i sprzeczek. Jedno wysłuchało drugiego, drugie żaliło się jednemu.
Czy to musiało się skończyć?
W pewnym momencie już nie byłeś taki jak kiedyś. Twoje oczy już nie były zwykłe miały piękny piwno-zielony kolor. Twój śmiech już nie był zwykły napawał mnie ogromną dumą, gdy to ja go wywołałam. Twoje ręce już mnie nie drażniły, gdy chciały mi pomóc – pragnęłam ich. Twoje ramiona stały się dla mnie ostoją, idealnym miejscem do znalezienia spokoju.
Co się ze mną stało?
Zaczęłam cię unikać. Nie chciałam tego uczucia. Wiedziałam, że jeśli je do siebie dopuszczę nasza przyjaźń będzie zgubiona. Nie mogłam na to pozwolić, zwłaszcza, że niedawno znalazłeś swoje szczęście. Nie miałam prawa nawet mieć nadziei na wspólną zmianę statusu.
Zauważyłeś to?
Mijały miesiące, a ty stawałeś się coraz piękniejszy i jednocześnie coraz bardziej niedostępny. Twój związek kwitł i wyglądało na to, że trafiłeś idealnie. Stanowiliście wspaniałą parę: zawsze zgodni, wspólnie przeżywaliście każdą chwilę, a między wami nie istniały żadne niedomówienia.
Pragnęłam Twojego szczęścia.
Ze mną cały czas się kłóciłeś. Nigdy nie mogliśmy się w pełni dogadać, a wszelkie kłótnie trwały czasem tygodniami. Wiedziałam, że jeśli bylibyśmy razem nasz związek byłby nazbyt toksyczny. Wiedziałam, że byśmy się ranili. Dlatego milczałam.
Czy kiedykolwiek miałam rację?
Nastały wreszcie dni, na które czekałam tak długo. Nareszcie znowu byłeś dla mnie tylko przyjacielem. Po tak długim czasie w końcu mogłam spokojnie spojrzeć Ci w oczy, bez obawy, że to, co czuję jest niewłaściwe. Lecz tylko u mnie ponownie się układało.
Co takiego zaszło?
Ty i Twoja ukochana zaczęliście się od siebie oddalać. Kłóciliście się, co było tak niezwykłym widokiem, że aż przerażającym. Nie rozumiałam powodu tej nagłej zmiany. Widziałam jak coraz mniejszą wagę przywiązujesz do tego związku. Martwiło mnie to, bo widziałam Twoje początkowe szczęście. Nie chciałam, abyś był samotny.
Co was poróżniło?
Coraz częściej przychodziłeś do mnie. Widziałam jak bardzo męczy Cię ten związek. Pragnęłam abyś jednak odbudował to wszystko zamiast zniszczył doszczętnie. Ty jednak burzyłeś mosty pomiędzy sobą, a swoją ukochaną.
Czy na pewno nią jeszcze była?
Pewnej nocy przyszedłeś do mnie pijany. Mówiłeś jak bardzo cię męczy ten związek, że nie chcesz się dla kogoś zmieniać, a właśnie to jest od ciebie wymagane. Nagle przerwałeś swoje żale, spojrzałeś mi głęboko w oczy i trzymając mnie w ramionach wyznałeś miłość. Wszystkie emocje do mnie wróciły z większą siłą. Zapragnęliśmy siebie nawzajem i jeszcze tej samej nocy zrobiliśmy to co chcieliśmy.
Pamiętasz to chociaż?
Następnego dnia jak gdyby nigdy nic wyszedłeś z mojego mieszkania. Nie odpisałeś, nie oddzwoniłeś. Kilka dni później dostałam wiadomość od twojej dziewczyny z podziękowaniami. Podobno to ja wróciłam ci wiarę w waszą miłość i to ja pomogłam ci stanąć na nogi.
Nawet nie wiesz jak mnie to bolało.
Spakowałam się, załatwiłam ostatnie sprawy i wyjechałam z miasta na drugi koniec kraju. Zostawiłam ci tylko zawiadomienie o wyjeździe. Wielu znajomych starało się ze mną skontaktować, aby dociec powodu tak nagłej decyzji. Niemal wszyscy, poza tobą.
Czy choć Ty to rozumiałeś?
Znalazłam świetną pracę, mieszkanie, poznałam cudownego faceta, który w krótkim czasie stał się moim mężem i ojcem małej Anabel. Od innych dowiedziałam się o twoim rozstaniu, depresji, próbie samobójczej…moją nadzieją była myśl że to nie z mojej winy tak się stoczyłeś.
Jak bardzo się myliłam?
Dostałam od ciebie list z prośbą abym przyjechała. Zrobiłam to bez większego zastanowienia. Wzięłam córkę i wyruszyłam z domu z samego rana. Gdy dotarłam do ciebie było za późno. Leżałeś we wannie, cały zakrwawiony i ledwo przytomny. Widziałam że nie warto wzywać natychmiastowej pomocy, lecz i tak to zrobiłam.
Czy była szansa abym temu zapobiegła?
Usłyszałeś płacz mojego dziecka i uchyliłeś na chwilę oczy. Ujrzałam uśmiech na twojej bladej twarzy. Udało ci się nawet ułożyć kilka zdań. W momencie gdy ostatecznie opadłeś z sił usłyszałam jak ratownicy wbiegają do mieszkania. Widziałam jak próbują cię ratować, jednak długo tego nie robili.
Dlaczego właśnie tak wyglądało nasze pożegnanie?
Wróciłam do domu, położyłam maleńką spać, a sama usiadłam w oknie. Myślałam o tym wszystkim co między nami było, o tym że mogłam wtedy zawalczyć o ciebie i o tym jak bardzo cię kochałam po tych wszystkich latach pełnych bólu i samotności.
Minęły kolejne lata. Anabel dorosła, mąż ode mnie odszedł, rzuciłam pracę posiadając wystarczającą ilość pieniędzy. Godzinami słuchałam naszych piosenek, gotowałam twoje ulubione dania, popołudniami siedziałam czekając aż przyjdziesz z pracy a wieczorami zasypiałam z myślą że zaraz wyjdziesz z łazienki i mnie przytulisz od siebie.
W końcu nie wytrzymałam, pojechałam do mieszkania w którym widziałam cię po raz ostatni. Zapisałeś je na mnie, a ja regularnie je opłacałam aby nikt w nim nie zamieszkał. Nalałam wody do wanny, upięłam moje już oprószone siwizną włosy, usiadłam w niej wygodnie i zrobiłam to samo co ty. Czerwień zaczęła otaczać moje zniszczone przez czas ciało. Poczułam twoją obecność; twoje delikatne dłonie muskające moje ciało, usta składające słodkie pocałunki na mojej twarzy, szyi, ramionach… Otworzyłam oczy i ujrzałam te piękne, piwno-zielone oczy, pełne uczucia, którego tak bardzo pragnęłam.
Miałam Cię już na zawsze. Już na zawsze byłeś tylko dla mnie…



„Zawsze Cię kochałem, lecz nie zawsze to rozumiałem. Teraz wiem jak bardzo pragnąłem abyś to TY była przy mnie, abym to JA był przy tobie… Miałem nadzieję, że to ja będę tym który da ci upragnioną córkę… Tak bardzo chciałem Cię uszczęśliwić… Tak bardzo chciałem abyś była tuż obok… Wychowaj ją, wychowaj Anabel na tak wspaniałą osobę jak Ty. Będę na Ciebie czekał…”