31 sty 2015

Mój sen 1



Otworzyłam powoli oczy i rozejrzałam się zdziwiona. Leżałam na środku jakiejś ogromnej komnaty. Przez wysokie na kilka metrów okna wpadało słabe światło księżyca. Na jasnych ścianach wisiały ogromne portrety różnych ludzi; jedni byli ubrani niczym najbogatsza szlachta, inni w zbrojach rycerzy dzierżyli miecze siedząc na koniach. Pod jedną ze ścian stały ogromne szafy z książkami. Z drugiej strony stał kominek z palącym się drewnem, a naprzeciw stało ogromne mahoniowe łoże.
Do moich uszu dotarł odgłos kroków. Z zacienionego kąta wyszła wysoka postać. Światło odbiło się od pomarańczowych tęczówek.
-Kim jesteś? – Spytałam podnosząc się powoli z podłogi. Zadrżałam czując chłód. Miałam na sobie jakąś cienką sukienkę do kolan, więc nic dziwnego że dostałam gęsiej skórki.
-Twoim sługą... – Długie, srebrne włosy dotknęły podłogi, gdy postać pochyliła się w niskim pokłonie. - ...Panienko.
-O czym Ty mówisz? Czym Ty właściwie jesteś? – Uniosłam jedną brew w akcie zdziwienia.
-Nazywam się Kohaku, panienko. Jestem jednym z pierwszych Upadłych i moim przeznaczeniem jest służyć Tobie. – Kolejny pokłon, ale teraz już nie tak niski.
Podeszłam do niego powoli. Jego włosy sięgały niemal do pasa, delikatne rysy twarzy były chłodne i obojętne, cienkie usta wyglądały jakby nie wiedziały co to uśmiech, a pusty wzrok wwiercał się we mnie z uwagą. Był wyższy ode mnie. Ubrany był w typowy strój kamerdynera. Okrążyłam go powoli, czując pod bosymi stopami idealnie wyczyszczoną posadzkę. Z przodu wyglądał jakby stał prosto, ale plecy miał przygarbione. Tylko coś mi nie pasowało...
-Zdejmij to. – Warknęłam cicho, czekając aż zdejmie te staromodną marynarkę.
Gdy to uczynił zobaczyłam to czego się spodziewałam. Skrzydła.
-Więc to miałeś na myśli mówiąc że jesteś Upadłym? – Mruknęłam stając przed nim ponownie. Jego piękne oczy nie wyrażały żadnych emocji. Z podziwem patrzyłam na lśniące, czarne skrzydła, które powoli prostował.
-Tak panienko. – Zmrużył oczy i chciał założyć z powrotem ten babciny materiał, ale nie pozwoliłam mu na to zabierając od niego marynarkę.
-Nie zakładaj. Chce je widzieć. – Wyciągnęłam rękę i dotknęłam delikatnie piór na jego skrzydle. Zauważyłam jak zacisnął lekko rękę w pięść. – Boli Cię to?
-Nie... Od dawna po prostu nikt ich nie dotykał. – Stanął bokiem pozwalając mi się dokładnie oglądać.
-Anioły... Anioły pierwsze upadły, pierwsze pokochały, pierwsze zasady złamały, pierwsze szukały... Choć takie piękne pierwsze z Nieba runęły i w nicości zniknęły. – Odsunęłam się od niego chcąc widzieć całą jego postać. – Potrafisz latać?
Chyba go trochę zdziwiła moja wypowiedź, bo rozszerzył oczy. Zreflektował się jednak słysząc pytanie i złożył skrzydła, tak aby ściśle przylegały do jego pleców.
-„Każdy Upadły Anioł połamane skrzydła ma, by nie mógł w niebo się wzbić...
-...Przestać oddychać i przestać żyć.” – Dokończyłam za niego. Doskonale znałam ten cytat. Skąd? Nie mam pojęcia, ale wiedziałam, że kryje się za nim wiele bólu.
Bursztynowe tęczówki uraczyły mnie spojrzeniem.
-Wygląda na to, że nie trafiłem gorzej niż myślałem. Co wiesz o Upadłych panienko? – Pomyliłam się. Jego usta doskonale wiedzą jak się uśmiechać, a przynajmniej w drwiący sposób.
-Anioły jako pierwsze zaznały smaku miłości. To w ich sercach ktoś mógł zagościć. Jednak poznały one także smak cierpienia i ciągłej zdrady. Po jakimś czasie nie dawały rady, a ich skrzydła coraz bardziej w mrok się zmieniały. Niektóre zakuły się w kajdany i zapomniały czym jest ból. Inne z czarnymi, ciężkimi skrzydłami nie mogły już dłużej utrzymać się między chmurami Nieba. Upadły. Runęły niczym gwiazdy na ziemię. Brały udział w ludzkiej historii od samego początku. Pomagały ludziom, ale nigdy za darmo. Mówi się, że pożerały ludzkie dusze chcąc oczyścić swoje skrzydła. Te, którym się to udały i tak nie mogły wrócić do Raju, bo... – Zawiesiłam głos. Dalsza część historii nie mogła mi przejść przez gardło.
-Bo wtedy by umarły. Przekroczenie Bram Niebieskich oznacza śmierć. Upadłe Anioły... Zamknięci w klatkach „buntownicy wolności”. Czymże jesteśmy? - Zagrożeniem dla świata - Nie potrafili znieść naszych słów, więc zakneblowali nam usta - By ukryć prawdę – Złamano i podcięto nam skrzydła – Byście nie odlecieli – Obdarto nas z szat – by was upokorzyć – Ale nigdy, przenigdy nie zabrano nam godności. – Spojrzał na mnie prostując się dostojnie i rozkładając szeroko skrzydła.
Brudni i wycieńczeni. Ranni i poniżeni. Lecz dumni.
-Panienko... – Zamrugałam kilka razy i zwróciłam na niego pożądaną uwagę. – Tylko tu będziesz mnie mogła spotkać. Tylko tu mogę Ci służyć, a przynajmniej na razie. Poza tym czas naszego spotkania dobiega końca.
-O czym Ty mówisz?
Nie usłyszałam co mówi. W głowie zadzwonił mi znajomy dzwonek.
Zerwałam się z łóżka oddychając ciężko. Siedziałam na swoim małym, niewygodnym łóżku, w swojej kawalerce. Sen...?
~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~
Kohaku - japońskie imię oznaczające "bursztyn"