Udało mi się dotrzeć do
stołówki. Kupiłam sobie jakieś picie i usiadłam przy jednym ze stolików. Nic
nie rozumiałam. Czemu mój brat jechał z Lulu? Przecież oni się nie lubili nawet
na tyle, aby przebywać w jednym miejscu razem. A może to były tylko pozory?
Może mieli romans? Nie to niemożliwe. Lulu nie był gejem. Mirek tak, ale nie
mój Lulu. Chociaż… Może Mira go poderwał i Aurel zmienił orientacje? Tylko,
czemu wtedy, by ze mną był? Nasze życie nie zmieniło się w najmniejszym
stopniu. Ani towarzyskie, ani prywatne. Do tego jestem w drugim albo trzecim
tygodniu ciąży, więc coś by było nie tak gdybym Lulu nawet w najmniejszym
stopniu nie pociągała. Nic już nie rozumiem.
Moje przemyślenia przerwało
chrząknięcie dochodzące zza moich pleców. Odwróciłam się i zobaczyłam doktorka.
-Panno Michalino, panny brat
już jest na sali. – Pan Marek uśmiechnął się do mnie łagodnie.
- Już idę. Chociaż w sumie to
nawet nie wiem, co ja mam mu powiedzieć… - Wstałam z krzesła i zabrałam butelkę
z piciem. – „Cześć braciszku. To prawda, że masz romans z moim narzeczonym, czy
Twoja siostrzyczka ma urojenia?” – Spojrzałam na doktorka, który z trudem
powstrzymywał rozbawienie. – To nie jest śmieszne! – Zrobiłam oburzoną minę,
chociaż wiedziałam jak komicznie to brzmi. – Ja tu kryzys przechodzę, a pan się
śmieje. – Strzeliłam focha na Palczewskiego i weszłam do sali segregacji.
Łóżko Lulu dalej było
zasłonięte parawanem, więc mnie nie widział. Po drugiej jednak stronie sali na
łóżku siedział mój młodszy o dwa lata brat. Podeszłam do niego i uśmiechnęłam
się troskliwe.
-Cześć Mira. – Założyłam maskę
jakbym się nie domyślała o tym, co go może łączyć z Lulu. – Jak się czujesz? –
Mirek spojrzał na mnie ze zdziwieniem, ale zaraz się opanował.
-Całkiem dobrze, ale… Co Ty
tutaj robisz?
-Przyjechałam do Lulu, ale
dowiedziałam się, że Ty też tu jesteś, więc postanowiłam zobaczyć, co z moim
braciszkiem. – Uśmiechnęłam się opiekuńczo tym samym wywołując u mojego brata
niedowierzanie.
-Ty się o mnie martwisz? Kim
jesteś i co zrobiłaś z moją siostrą? - Przyjrzał mi się nieufnie. Zrobiłam
minkę nadąsanego dziecka i spojrzałam na niego z wyrzutem.
-No wiesz? Jak możesz tak mówić?
Jestem Twoją siostrą, więc to normalne, że się martwię o Ciebie. – Przybrałam
poważny wyraz twarzy, co było trudne, bo bardzo chciałam się roześmiać na widok
miny Mirka.
-A-aha… Skąd u Ciebie taka
zmiana? Jeszcze dwa lata temu byłaś wredną suką bez uczuć. Naprawdę nie wiem,
co w Tobie Lulu widział.
-Widzi, bo dalej jesteśmy
razem. Co więcej oświadczył mi się, a ja jestem już w trzecim tygodniu ciąży. –
Uśmiechnęłam się tryumfalnie. Mira był w wielkim szoku. Opanował się jednak i
uśmiechnął do mnie. Wiedziałam, że ten uśmiech jest sztuczny, ale już się nie
odezwałam.
-Cieszę się, że Ci się układa.
Chociaż Ty z całej naszej rodziny masz kogoś, kto Cię kocha i nie oszukuje.
„Zaraz Ci przyłożę, a wtedy żaden
lekarz Cię nie uratuje.” - pomyślałam uśmiechając się słodko. Nawet nie wiem,
czemu mam takie sadystyczne myśli.
-Przynieść Ci coś?
-Nie, nie trzeba.
-Właściwie to jak to się
stało, że tutaj trafiliście? Bo w zbieg okoliczności to ja nie uwierzę.
-Wróciłem dzisiaj z Chorwacji
i chciałem do Ciebie przyjechać. Zośka miała mnie odebrać z lotniska, ale w
ostatniej chwili dowiedziałem się, że przyjedzie ten Twój goguś. Po kilku
minutach kłótni wsiadłem do tego głupiego auta z tym bałwanem. Bez urazy
siostruniu. – Spojrzał na mnie wymownie – Potem jechaliśmy w ciszy. Chciałem
włączyć radio i ustawić jakąś fajną piosenkę, ale za każdym razem, gdy coś się
trafiło ten Twój „ukochany” przełączał twierdząc, że „To wycie go rozprasza w
prowadzeniu” i zaczęliśmy się kłócić. Trochę się rozkojarzył i nie zauważył, że
tamten palant – wskazał na chłopaka siedzącego łóżko dalej – wyjechał na nasz
pas. I czołówka. Tyle w temacie.
Spojrzałam na niego uważnie. W jego oczach
dojrzałam kilka razy iskierki, które wskazywały na to, że chłopak kłamie. Nie
mogłam mu jednak tego teraz zarzucić zanim nie wymyślę, co oni robili tak
naprawdę.
-To miłe, że chciałeś mnie odwiedzić.
Szkoda tylko, że tak to się skończyło… - Zrobiłam smutne oczka. – Ale… Dlaczego
wróciłeś z Chorwacji? Myślałam, że zostaniesz tam z tym swoim nowym chłopakiem.
Wyglądaliście na naprawdę zakochanych jak wyjeżdżałeś.
-Ta… To były tylko pozory. Kiedy
wyjeżdżaliśmy byliśmy już dość ostro pokłóceni. W Chorwacji jakoś się
uspokoiło, ale tylko na kilka dni. Potem przyłapałem go jak dobierał się do
jakiegoś lalusia, a że na mnie tłumaczenie typu: „byłem pijany” albo „to dla
mnie nic nie znaczyło, dalej Cię kocham” nie działają…. – Mirek skrzywił się
lekko. Tak w ogóle to cud, że go zrozumiałam. W końcu jego warga jest
pozszywana, przez co strasznie sepleni.
-Zawsze miałeś pecha do
znajdowania sobie kochanków.
-No dzięki siostra. Za to na
miejscu Twojego narzeczonego skoczyłbym z mostu do rzeki z kamieniem
przywiązanym do szyi.
-Zapomniałeś, że to rola ludzi
podobnych do Twojego trzeciego chłopaka? W końcu po tym jak go rozdziewiczyłeś
rodzina się go wyparła a bidulek popadł w depresje.
-Wygrałaś. – Mira westchnął
cierpiętniczo. – Ale nie zmienia to faktu, że Alex nie miał kamienia, a po
akcji ratunkowej ożenił się z dziewczyną, która widziała jak skacze i
zadzwoniła po pomoc.
-A Ciebie oskarżono o
podżeganie do samobójstwa, wiem, wiem. Byłam na procesie sądowym, braciszku.
Mój brat chyba do reszty się
załamał tą rozmową, bo opadł na poduszki i patrzył tępo w sufit.
-Mira? Ja przepraszam, nie
chciałam być niemiła… - Usiadłam na łóżku i dotknęłam delikatnie jego dłoni.
Przecież powinien mi teraz dopiec, a nie się rozczulać czy załamywać.
-To nie przez Ciebie… No nie
do końca, przynajmniej. – Westchnął cierpiętniczo i spojrzał na mnie
przepraszająco. – Misia, bo ja… Ja zrobiłem coś, za co mnie wsadzą do
więzienia. – No tego to się nie spodziewałam. Moje zdziwienie było autentyczne.
– Bo ja… Ja jestem winny temu wypadkowi; skoku Alexa; oskarżenia Wdowy o
posiadanie narkotyków; podrywaniu Ci faceta; przedawkowaniu Alriel; podpaleniu
naszego domu i wiele więcej… - Wpatrywał się w swoje dłonie, jakby czekając na
jakikolwiek atak z mojej strony.
-Wiem, wiem, wiem, wiem, wiem,
a tego ostatniego do w życiu bym nie zgadła. – Darowałam sobie wszelkie emocje.
Mira właśnie miał wypadek, a to, że mi poderwał Aurela przeżyje. Zresztą ciąży
i tak nie miałam zamiaru donosić, więc jakoś się ułoży. – A właśnie, doktor
Marek znalazł Twój kolczyk, więc teraz mi wyjaśnij, co on robił w przełyku
Aurela.
Mirek wpatrywał się we mnie
jakbym była kosmitą. Po usłyszeniu ostatniego zdania spalił buraka i popatrzył
znowu na swoje ręce. – Dobrze…