17 lis 2014

Moje życie (rozdział 4)



Udało mi się dotrzeć do stołówki. Kupiłam sobie jakieś picie i usiadłam przy jednym ze stolików. Nic nie rozumiałam. Czemu mój brat jechał z Lulu? Przecież oni się nie lubili nawet na tyle, aby przebywać w jednym miejscu razem. A może to były tylko pozory? Może mieli romans? Nie to niemożliwe. Lulu nie był gejem. Mirek tak, ale nie mój Lulu. Chociaż… Może Mira go poderwał i Aurel zmienił orientacje? Tylko, czemu wtedy, by ze mną był? Nasze życie nie zmieniło się w najmniejszym stopniu. Ani towarzyskie, ani prywatne. Do tego jestem w drugim albo trzecim tygodniu ciąży, więc coś by było nie tak gdybym Lulu nawet w najmniejszym stopniu nie pociągała. Nic już nie rozumiem.
Moje przemyślenia przerwało chrząknięcie dochodzące zza moich pleców. Odwróciłam się i zobaczyłam doktorka.
-Panno Michalino, panny brat już jest na sali. – Pan Marek uśmiechnął się do mnie łagodnie.
- Już idę. Chociaż w sumie to nawet nie wiem, co ja mam mu powiedzieć… - Wstałam z krzesła i zabrałam butelkę z piciem. – „Cześć braciszku. To prawda, że masz romans z moim narzeczonym, czy Twoja siostrzyczka ma urojenia?” – Spojrzałam na doktorka, który z trudem powstrzymywał rozbawienie. – To nie jest śmieszne! – Zrobiłam oburzoną minę, chociaż wiedziałam jak komicznie to brzmi. – Ja tu kryzys przechodzę, a pan się śmieje. – Strzeliłam focha na Palczewskiego i weszłam do sali segregacji.
Łóżko Lulu dalej było zasłonięte parawanem, więc mnie nie widział. Po drugiej jednak stronie sali na łóżku siedział mój młodszy o dwa lata brat. Podeszłam do niego i uśmiechnęłam się troskliwe.
-Cześć Mira. – Założyłam maskę jakbym się nie domyślała o tym, co go może łączyć z Lulu. – Jak się czujesz? – Mirek spojrzał na mnie ze zdziwieniem, ale zaraz się opanował.
-Całkiem dobrze, ale… Co Ty tutaj robisz?
-Przyjechałam do Lulu, ale dowiedziałam się, że Ty też tu jesteś, więc postanowiłam zobaczyć, co z moim braciszkiem. – Uśmiechnęłam się opiekuńczo tym samym wywołując u mojego brata niedowierzanie.
-Ty się o mnie martwisz? Kim jesteś i co zrobiłaś z moją siostrą? - Przyjrzał mi się nieufnie. Zrobiłam minkę nadąsanego dziecka i spojrzałam na niego z wyrzutem.
-No wiesz? Jak możesz tak mówić? Jestem Twoją siostrą, więc to normalne, że się martwię o Ciebie. – Przybrałam poważny wyraz twarzy, co było trudne, bo bardzo chciałam się roześmiać na widok miny Mirka.
-A-aha… Skąd u Ciebie taka zmiana? Jeszcze dwa lata temu byłaś wredną suką bez uczuć. Naprawdę nie wiem, co w Tobie Lulu widział.
-Widzi, bo dalej jesteśmy razem. Co więcej oświadczył mi się, a ja jestem już w trzecim tygodniu ciąży. – Uśmiechnęłam się tryumfalnie. Mira był w wielkim szoku. Opanował się jednak i uśmiechnął do mnie. Wiedziałam, że ten uśmiech jest sztuczny, ale już się nie odezwałam.
-Cieszę się, że Ci się układa. Chociaż Ty z całej naszej rodziny masz kogoś, kto Cię kocha i nie oszukuje.
„Zaraz Ci przyłożę, a wtedy żaden lekarz Cię nie uratuje.” - pomyślałam uśmiechając się słodko. Nawet nie wiem, czemu mam takie sadystyczne myśli.
-Przynieść Ci coś?
-Nie, nie trzeba.
-Właściwie to jak to się stało, że tutaj trafiliście? Bo w zbieg okoliczności to ja nie uwierzę.
-Wróciłem dzisiaj z Chorwacji i chciałem do Ciebie przyjechać. Zośka miała mnie odebrać z lotniska, ale w ostatniej chwili dowiedziałem się, że przyjedzie ten Twój goguś. Po kilku minutach kłótni wsiadłem do tego głupiego auta z tym bałwanem. Bez urazy siostruniu. – Spojrzał na mnie wymownie – Potem jechaliśmy w ciszy. Chciałem włączyć radio i ustawić jakąś fajną piosenkę, ale za każdym razem, gdy coś się trafiło ten Twój „ukochany” przełączał twierdząc, że „To wycie go rozprasza w prowadzeniu” i zaczęliśmy się kłócić. Trochę się rozkojarzył i nie zauważył, że tamten palant – wskazał na chłopaka siedzącego łóżko dalej – wyjechał na nasz pas. I czołówka. Tyle w temacie.
 Spojrzałam na niego uważnie. W jego oczach dojrzałam kilka razy iskierki, które wskazywały na to, że chłopak kłamie. Nie mogłam mu jednak tego teraz zarzucić zanim nie wymyślę, co oni robili tak naprawdę.
-To miłe, że chciałeś mnie odwiedzić. Szkoda tylko, że tak to się skończyło… - Zrobiłam smutne oczka. – Ale… Dlaczego wróciłeś z Chorwacji? Myślałam, że zostaniesz tam z tym swoim nowym chłopakiem. Wyglądaliście na naprawdę zakochanych jak wyjeżdżałeś.
-Ta… To były tylko pozory. Kiedy wyjeżdżaliśmy byliśmy już dość ostro pokłóceni. W Chorwacji jakoś się uspokoiło, ale tylko na kilka dni. Potem przyłapałem go jak dobierał się do jakiegoś lalusia, a że na mnie tłumaczenie typu: „byłem pijany” albo „to dla mnie nic nie znaczyło, dalej Cię kocham” nie działają…. – Mirek skrzywił się lekko. Tak w ogóle to cud, że go zrozumiałam. W końcu jego warga jest pozszywana, przez co strasznie sepleni.
-Zawsze miałeś pecha do znajdowania sobie kochanków.
-No dzięki siostra. Za to na miejscu Twojego narzeczonego skoczyłbym z mostu do rzeki z kamieniem przywiązanym do szyi.
-Zapomniałeś, że to rola ludzi podobnych do Twojego trzeciego chłopaka? W końcu po tym jak go rozdziewiczyłeś rodzina się go wyparła a bidulek popadł w depresje.
-Wygrałaś. – Mira westchnął cierpiętniczo. – Ale nie zmienia to faktu, że Alex nie miał kamienia, a po akcji ratunkowej ożenił się z dziewczyną, która widziała jak skacze i zadzwoniła po pomoc.
-A Ciebie oskarżono o podżeganie do samobójstwa, wiem, wiem. Byłam na procesie sądowym, braciszku.
Mój brat chyba do reszty się załamał tą rozmową, bo opadł na poduszki i patrzył tępo w sufit.
-Mira? Ja przepraszam, nie chciałam być niemiła… - Usiadłam na łóżku i dotknęłam delikatnie jego dłoni. Przecież powinien mi teraz dopiec, a nie się rozczulać czy załamywać.
-To nie przez Ciebie… No nie do końca, przynajmniej. – Westchnął cierpiętniczo i spojrzał na mnie przepraszająco. – Misia, bo ja… Ja zrobiłem coś, za co mnie wsadzą do więzienia. – No tego to się nie spodziewałam. Moje zdziwienie było autentyczne. – Bo ja… Ja jestem winny temu wypadkowi; skoku Alexa; oskarżenia Wdowy o posiadanie narkotyków; podrywaniu Ci faceta; przedawkowaniu Alriel; podpaleniu naszego domu i wiele więcej… - Wpatrywał się w swoje dłonie, jakby czekając na jakikolwiek atak z mojej strony.
-Wiem, wiem, wiem, wiem, wiem, a tego ostatniego do w życiu bym nie zgadła. – Darowałam sobie wszelkie emocje. Mira właśnie miał wypadek, a to, że mi poderwał Aurela przeżyje. Zresztą ciąży i tak nie miałam zamiaru donosić, więc jakoś się ułoży. – A właśnie, doktor Marek znalazł Twój kolczyk, więc teraz mi wyjaśnij, co on robił w przełyku Aurela.
Mirek wpatrywał się we mnie jakbym była kosmitą. Po usłyszeniu ostatniego zdania spalił buraka i popatrzył znowu na swoje ręce. – Dobrze…

10 lis 2014

Moje życie (rozdział 3)



Teraz…
Od tego czasu była prawdziwa bajka. Nasz związek nie był monotonny ani nazbyt zróżnicowany. Przetrwaliśmy setki kłótni, dziesiątki dni w separacji od siebie i kilka rozejść. Opłacało się, bo dzięki temu mały tysiące wspaniałych chwil, setki tysięcy uśmiechów i milion powodów aby już zawsze być razem.
Siedziałam na kanapie w salonie. Nie mogłam się doczekać aż Lulu wróci z pracy. Miałam dla niego ważną wiadomość.
Nagle usłyszałam dzwonek telefonu. Poszłam do kuchni, aby odebrać.
-Tak, słucham?
-Dzień dobry, jestem ze szpitala pod wezwaniem św. Piotra. Czy rozmawiam z panią Michalina Lis?
-Tak, a o co chodzi?
-Pan Aureliusz Zając miał wypadek samochodowy, a na pytanie czy powiadomić kogoś poprosił abyśmy zadzwonili do pani.
-Zaraz będę. Do widzenia.
Rozłączyłam się szybko i zaczęłam się ubierać. Nie mogłam uwierzyć, że Lulu miał wypadek. On przecież nawet nigdy nie przekroczył prędkości, a nagle słyszę, że miał wypadek. Każdy, ale nie on!
Zabrałam kluczyki od motocykla i wybiegłam z mieszkania wcześniej je zamykając. Wsiadłam na krwistego ścigacza i popędziłam do szpitala. Gdy zaparkowałam ruszyłam do recepcji. Jakaś starsza pani kazała mi chwilę poczekać na lekarza.
Po trzech minutach ciągłego krążenia po korytarzu jakiś młody doktorek podszedł do mnie.
-Pani Michalina Lis?
-Panna. Tak to ja. – Mężatką nie jestem, a jak słyszę to „pani” to staro się czuję…
-Jest pani jakoś spokrewniona z panem Aureliuszem?
-Jestem jego narzeczoną, a za pół roku mamy wziąć ślub.
-Proszę pójść za mną.
Weszliśmy do jakiejś sali. Było w niej pięć łóżek ustawionych pod ścianą. Na jednym leżał jakiś nastolatek rozmawiający z policjantem, na drugim była jakaś dziewczyna, a trzecie łóżko było zasłonięte jakąś zasłonką od reszty.
-Ale to nie moja wina! To tamten idiota zajechał mi drogę! Ja zawsze jeżdżę według przepisów i uważam na drodze! – Blondyn mimo kroplówki i chyba złamanej ręki gestykulował z zapałem próbując wytłumaczyć, co się stało.
„Oho, no to już wiem, przez kogo Lulu tu trafił.”
Lekarz poprowadził mnie do łóżka odgrodzonego parawanem. Zobaczyłam Lulu podpiętego do jakiś kabli i kroplówek.
-Cholera… Lulu, jak się czujesz. – Podeszłam do mojego ukochanego i spojrzałam na jego twarz. Jego długie, czarne włosy były w nieładzie. Skóra była cała zadrapana, a nad łukiem brwiowym miał szwy. Oczy miał otwarte, ale jakby puste. Nie wyrażały żadnych uczuć ani myśli.
-Pan Aureliusz się nie odzywa. Jedyne, co powiedział to, aby do pani zadzwonić…
-Kotek, jechałeś tak jak zawsze prawda? – Nie zwracając uwagi na doktora usiadłam przy łóżku mojego słońca. – Nie jechałeś po mojemu, łamiąc wszystkie przepisy tylko znowu tym ślimaczym i bezpiecznym tempem? – Kiwnął głową na potwierdzenie moich słów. – Boli Cię jak mówisz? – Potwierdził kiwnięciem i spróbował coś powiedzieć, ale skrzywił się z bólu i odpuścił sobie rozmowę.
Spojrzałam na doktorka, który wydawał się zdziwiony tym faktem. Pewnie myślał, że Lulu jest jakiś zamknięty w sobie albo psychika mu nie wytrzymała po wypadku. Spojrzałam na plakietkę z jego imieniem i nazwiskiem.
-To zmienia postać rzeczy… Panie Aureliuszu niech pan otworzy szeroko buzię. – Doktor Marek podszedł do Aurela z latarką i zajrzał mu do gardła. – Nie wygląda jakby coś… Uła. Pani Zofio! Proszę przynieść szczypce!
Zdziwiłam się na słowa Palczewskiego. Na diabła mu szczypce? Co on będzie w dentystę się bawił?
Jakaś pielęgniarka przyniosła mu to, o co prosił. Aureliusz dalej miał otwarte usta, a doktorek wsadził mu tam ten metal. Widziałam jak pod wpływem złapania czegoś przez doktora Aurel skrzywił się.
-Spokojnie… Zaraz to wyciągnę.
Wyciągnie? Chodzi mu o szczypce czy co? I czemu do cholery jest zazdrosna, gdy ten wariat jest tak blisko mojego Lulu?!
-I po problemie. – Doktorek odsunął się od Aurela wyciągając szczypce trzymające jakiś mały przedmiot. – Nawet nie pytam, jakim cudem do pana przełyku trafił kolczyk. – Pan Marek zaśmiał się, a ja wytrzeszczyłam na niego oczy.
-Jaki, kurwa, kolczyk…? – Doktorek podsunął mi szczypce pokazując szmaragdową kulkę z drutem do włożenia w dziurkę od ucha albo... – Możesz mi słońce powiedzieć skąd masz kolczyk z wargi mojego brata? – Odwróciłam się z powrotem do Lulu z czystym mordem w oczach.
-Z wargi? To by nawet pasowało, bo pan Juszczak, który z panem jechał ma rozerwaną wargę w miejscu gdzie mógłby znajdować się kolczyk – Doktorek znów przykuł moją uwagę.
-Mi, ja Ci to…
-Mój braciszek jest też w szpitalu? – Podniosłam się z krzesła i już nawet nie zwracałam uwagi na leżącego na łóżku chłopaka.
-Pan Mirosław? – Kiwnęłam potwierdzająco głową. - Pielęgniarka zabrała go na prześwietlenie ręki. Zaraz powinien wrócić na sale segregacji.
-Będę mogła się z nim zobaczyć?
-Oczywiście. – Palczewski uśmiechnął się do mnie.
-Mi posłuchaj…
-Może mnie pan zawołać, gdy już będzie na sali? Muszę trochę ochłonąć i się czegoś napić. – Nie zwróciłam nawet uwagi na próbę wytłumaczenia się z tego mojego narzeczonego.
-Dobrze. Za rejestracją w prawo jest stołówka.
-Dziękuję. – Wyszłam na korytarz nawet nie patrząc na Lulu.

8 lis 2014

Moje życie (rozdział 2)



W tamtym momencie nie wiedziałam, co się dzieje. Moje myśli krążyły wokół uczucia, które skierowane było do Lulu. „Czy to miłość? Czy po prostu przyjaźń?” Nawet nie wiedziałam jak to określić, bo nigdy nie byłam zakochana. Owszem, Aureliusz był dla mnie ważny, ale nie wiedziałam, dlaczego. Zawsze, gdy go widziałam automatycznie poprawiał mi się humor. Tylko przy nim potrafiłam się śmiać mimo przeciwności losu i to dzięki niemu nie miałam sumienia łamać już żadnemu chłopakowi serca. Jednak, czemu tak było nie mogłam zrozumieć.
Po paru godzinach siedzenia w parku zrobiło mi się zimno. Wstając zdałam sobie sprawę, że nawet nie wiem gdzie jestem. Nie przejmując się tym zbytnio ruszyłam przed siebie. Nie myślałam gdzie idę, ani że to niebezpieczne iść wieczorem samotnie przez park. Mój umysł był pochłonięty tylko jednym; myśleniem o Lulu.
Kiedy otrząsnęłam się z zamyślenia stałam pod swoim domem. Czułam, że bardzo bolą mnie nogi, więc długo musiałam iść. Weszłam na klatkę schodową, a pod moimi drzwiami stał Aureliusz.
-Co tu robisz? – Spojrzałam na niego otwierając drzwi.
-Przyszedłem pogadać. Długo kazałaś na siebie czekać. Mogę wejść?
-Pewnie.
Zdjęliśmy buty i kurtki. Usiedliśmy w salonie naprzeciw siebie w fotelach.
-Czemu wtedy tak nagle wybiegłaś? – Oho, nie owija w bawełnę.
-Przestraszyłam się tego, co o Tobie sądzę… Ja…Nigdy nie byłam zakochana, więc nie wiem jak określić to, co do Ciebie czuję… Jestem pewna, że jesteś dla mnie kimś ważnym i że Ciebie nigdy bym tak nie potraktowała jak innych… - Opuściłam głowę, jednak została ona natychmiast podniesiona, a moje wargi przysłonięte ustami Lulu. Pocałunek był krótki, ale pokazał mi jak wielkie uczucie żywi do mnie Lulu.
-Kocham Cię… - Aurel klęczał obok fotela, a jego silne ramiona zamknęły mnie w szczelnym uścisku. Poczułam, że na całym ciele drżę. Odsunął się trochę i spojrzał na moją twarz. – Mi, czemu płaczesz?
-Co? Ja przecież nie… - Dotknęłam policzka i poczułam coś mokrego. Wyswobodziłam się z objęć chłopaka i stanęłam do niego tyłem. – Wyjdź… Błagam Cię wyjdź i to szybko…
-Co? Misia, o czym Ty mówisz?
-Wynoś, się nie rozumiesz!? – Odwróciłam się do niego. Przeraził się moimi jednocześnie smutnymi i wściekłymi oczami. – Nie będę z Tobą rozmawiała… - Opanowałam złość i spojrzałam w okno. – Nie teraz… - Dodałam ciszej, ale na tyle głośno, aby mnie usłyszał.
Szybkie kroki, trzask drzwi i tyle go widziałam. Długo nie mogłam zrozumieć mojej reakcji. Powinnam go wyśmiać, a nie ryczeć tylko, dlatego że wyznał mi miłość…
Po dwóch tygodniach od tego feralnego dnia postanowiłam się z nim spotkać.
Do: Lulu
Treść: Możemy się spotkać? Dzisiaj przy fontannie koło 18.
Od: Lulu
Treść: Dobrze. Będę czekał.
Byłam strasznie zdenerwowana. Nie rozumiałam swoich uczuć. Wcześniej starałam się sobie udowodnić, że on nic dla mnie nie znaczy i znalazłam sobie nową zabawkę. To jednak nie było to samo, co kiedyś. Nie potrafiłam długo udawać i szybko się tej kukiełki pozbyłam.
-O czym chciałaś pogadać? – Jego wyprany z uczuć głos mnie przeraził, ale nie dziwiłam się, że tak do mnie mówi.
-Lulu…, Co Ty do mnie czujesz? To znaczy pamiętam, że mówiłeś, że mnie kochasz, ale… ja nie wiem, co to znaczy… - Patrzyłam na swoje buty nie mogąc spojrzeć w oczy osobie, która do niedawna była moim najlepszym przyjacielem.
-Jakby to powiedzieć… Zawsze, gdy jesteś obok mnie czuję jakbym miał wszystko. Kiedy się śmiejesz świat staje się piękniejszy. Gdy jesteś zła zrobiłbym wszystko, aby poprawić Ci humor. Gdyby ktoś Cię zranił byłbym w stanie się na tej osobie zemścić nawet jeślibym poszedł do więzienia. Za każdym razem, gdy mam okazje patrzeć w Twoje oczy czuję się jakbym mógł góry przenosić. Ilekroć widzę w tłumie osób czerwone włosy mam nadzieję, że to Ty. Marzę o tym, by zasypiać i budzić się mając przy sobie właśnie Ciebie.
Podniosłam niepewnie wzrok na Aurela i zobaczyłam w jego oczach coś, co mnie rozbroiło. Maska, jaką zawsze miałam na twarzy w takich momentach pękła i pokazała, co tak naprawdę czuję. Policzki piekły mnie niemiłosiernie, a obraz się zamazał od łez. Wtuliłam się w Lulu bez pamięci, chcąc poczuć wreszcie jego zapach, usłyszeć bicie serca i upewnić się, że to, czego zawsze potrzebowałam to nie głupie zabawki, tylko osoba, którą szczerze pokocham.
-Kocham Cię… Błagam nie zostawiaj mnie… Nie pozwól żebym znowu stała się tą gorszą wersją Michaliny… Nie chcę… Ja już nie chcę nic i nikogo poza Tobą… - Z trudem wypowiedziałam te słowa, bo łzy, do których nie przywykłam mi przeszkadzały. Poczułam jak jestem zamykana w silnym, a zarazem delikatnym uścisku. Jakby Lulu bał się jednocześnie, że może mnie stracić i skrzywdzić.

5 lis 2014

Moje życie (rozdział 1)



Leżałam w łóżku pochłonięta pisaniem przez telefon z jednym z kolegów. Należał do tych nieświadomych moich podbojów miłosnych. Ufałam mu i bardzo go lubiłam. Zawsze mogłam z nim porozmawiać.
Od: Lulu
Treść.: Ej Misiek idziesz jutro do Zośki na imprezę?
Do: Lulu
Treść.: Nie mam, z kim, a Zosia nie wpuści nikogo, kto jest sam. Bo „Potem nie będzie wysłuchiwała żalów, że nie mamy, z kim tańczyć”
Od: Lulu
Treść.: To może chodźmy razem, co? Nie da się znaleźć kogoś do towarzystwa w tak krótkim czasie.
Do: Lulu
Treść.: Da się. My w pięć sekund znaleźliśmy kogoś na imprezę.
Od: Lulu
Treść.: Czyli idziemy razem?
Do: Lulu
Treść.: No pewnie. Widzimy się jutro.
Od: Lulu
Treść.: Ok. Dobranoc.
Po tym jak się wspólnie upiliśmy nasze relacje się poprawiły. Mi po pewnym czasie znudziło się już trochę szukanie zabawek i skupiłam prawie całą swoją uwagę na mojego przyjaciela. Jak tak pomyślę to coś się w nim zmieniło. Przestał wypełniać swój czas imprezami i alkoholem.
-Ej, Lulu idziemy na spacer?
-Ok. A dokąd?
Stanęłam na środku mieszkania Aureliusza i zapatrzyłam się za okno. Zaczęłam myśleć o tym gdzie moglibyśmy pójść. Nie chciałam zabierać Lulu do miejsc, w których spotykałam się z zabawkami. Nie jego.
-Może do lasu? Jest ładna pogoda, a komarów i kleszczy jeszcze nie ma.
-Zgoda.
Pamiętam jak od tego czasu, co tydzień wychodziliśmy na takie spacery. Tylko my dwoje, las i otaczające nas ptaki. Był to jeden z przyjemniejszych okresów mojego życia.
Szłam razem z Lulu, Zośką i Erykiem przez park. Wracaliśmy właśnie z premiery jednego z lepszych horrorów. Zośka w pewnym momencie potknęła się o wystającą płytkę chodnikową, a Eryk padł ofiarą jej amortyzatora. Zaczęłam się śmiać, kiedy podnosili się marudząc na twarde podłoże. Zośka spojrzała gniewnie na mnie i chichoczącego Lulu. Co dziwne uśmiechnęła się do nas i kazała nam spojrzeć w górę. Nad nami była jemioła.
-Gorzko! Gorzko! Gorzko! – Potłuczona parka zaczęła głośno nam dopingować. Spojrzałam niepewnie na blondyna, a on na mnie. Przysunęłam się bliżej, stanęłam na palcach i musnęłam jego policzek. Usłyszałam jęk zawodu z ust Zośki. Zachichotałam na widok miny jej i Eryka
Po tym incydencie Lulu w pewnym stopniu się ode mnie oddalił. Dalej wychodziliśmy na spacery, śmialiśmy się i rozmawialiśmy jak dotychczas, ale już mnie nie przytulał jak miał to w zwyczaju. Nie siadał blisko mnie i nie patrzył na mnie tak jak dawniej.
-Lulu, możemy pogadać?
-O co chodzi? – Blondyn wszedł do mojej kuchni i usadowił się na krześle.
-Chciałam się dowiedzieć, co się ostatnio z Tobą dzieje. Nie przytulasz mnie, siadasz jak najdalej i wydajesz się zamknięty w rozmowie ze mną. – Patrzyłam na niego uważnie machając mimowolnie nogami.
-Nic się nie dzieje. Wydaje Ci się. -Uśmiechnął się nerwowo i odwrócił wzrok. W głowie zaświeciła mi się czerwona dioda w kształcie serduszka, a to oznaczało tylko jedno…
-… Ty się zakochałeś! – Zeskoczyłam z niedowierzaniem na twarzy z blatu. Mój ton głosu brzmiał dość oskarżająco. – Czemu nic nie powiedziałeś? Jesteśmy przyjaciółmi, więc powinnam jako pierwsza o tym wiedzieć!
Lulu podniósł się z krzesła i stanął naprzeciw mnie.
-Skoro jesteśmy przyjaciółmi to, dlaczego nigdy mi nie mówiłaś o tych swoich „zabawkach”? – Oho… Zośka się wygadała. – Masz pojęcie jak się przeraziłem, kiedy usłyszałem ilu chłopaków wykorzystałaś?!
-A, co to ma do tego? –Warknęłam na niego oburzona - To nic nie znaczyło, bo ja ich nie kochałam! Gdybym któregoś darzyła jakimś uczuciem wiedziałbyś o tym!
-To nie o to chodzi. Mam wrażenie, że mi nie ufasz, dlatego mi nie powiedziałaś!
-Ja Ci nie ufam? To Ty mi nic nie powiedziałeś, że jesteś zakochany! Gdybyś to zrobił ostrzegłabym Cię przed tym, na kogo możesz trafić i przy okazji może opowiedziała o moich zabawkach! Poza tym to nie jest temat do rozmowy przy kawie, więc jak Ci to miałam powiedzieć wcześniej?! W ogóle to skąd to wiesz?!
-Dowiedziałem się po tym jak bez wyjaśnień mój kuzyn wyjechał z miasta. To on mi powiedział jak go potraktowałaś, a Zośka tylko mi to wyjaśniła!
-Kuzyn? Co ma do tego Twój kuzyn do cholery?!
-A to, że nie chciałem skończyć jak on!
-C-co? – Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Cała złość z nas uleciała. Kiedy uświadomił sobie, co powiedział opuścił wzrok i zarumienił się. – Lulu…, O czym Ty mówisz?
-Mówię, że się w Tobie zakochałem. – Warknął na mnie i spojrzał mimowolnie w moją stronę. – Jeszcze zanim się dowiedziałem jak traktujesz swoich adoratorów. Nawet jak mi Alan i Zośka powiedzieli tę nieprzyjemną prawdę o Tobie i tak nic to nie zmieniło. Przez cały czas miałem nadzieję, że to tylko pozory. Myślałem, że uda mi się Ciebie zmienić i przede wszystkim sprawić, że się we mnie zakochasz. Ale co z tego wyszło nie wiem. Więc oświeć mnie, żebym wiedział czy „odejść z Twojego życia” jak reszta, czy mogę zostać.
Jego wyczekujące spojrzenie mnie przeraziło. Wybiegłam z jego mieszkania po drodze zabierając kurtkę i telefon. Biegłam przez kilkanaście minut aż w końcu zmęczenie o sobie przypomniało. Usiadłam na ławce w jakimś parku. Po chwili dotarło do mnie, że mam mokre policzka. Wytarłam niechciane łzy i pogrążyłam się we własnych myślach.