17 lut 2020

Szara rzeczywistość


Świat jest piękny. Każdy dzień jest wyjątkowy. Ze wszystkimi problemami dam sobie radę, jestem młoda, silna, w końcu mi się uda.
Kolejny poranek. Szybkie ogarnięcie w łazience, śniadanie, tabletki, trzeba się ubrać i iść do szkoły. Na biologii sprawdzian, z matematyki kartkówka, z polskiego recytacja. Na przerwie trochę plotek, kumpel znowu siedzi zbyt blisko często się uśmiechając. Wracam do domu, jem obiad, biorę tabletki. Odrabiam zadania, biegnę na basen, krótki spacer z chłopakiem. Wieczorem czytam książkę, kolacji nie jem, ale tabletki wzięłam.
To był poniedziałek. We wtorek miałam zawody sportowe, rozbiłam sobie kolano. Kolega pomógł mi wrócić do domu. Jego ręce były trochę zbyt opiekuńcze. Ominęło mnie kino z przyjaciółkami, ale chłopak wpadł z jakąś tandetną komedią. Nie spodobały mu się sms'y od nieznanego mu chłopaka. Na szczęście pamiętałam o tabletkach.
Spojrzenia, dotyk i zainteresowanie moją osobą rosło. Czułam się odcinana od innych, nie mogłam spędzić chwili z ukochanym bez sms'ów. Nic nie mówiłam, nawet mi się podobało to zainteresowanie. Ważne, że miałam tabletki.
Minął jakiś czas. Postawiono mi ultimatum. Albo rzucę psychotropy, albo rodzina i znajomi się dowiedzą, a on odejdzie. Nie mogłam go stracić. Na jego oczach pozbyłam się reszty tabletek, zniszczyłam ostatnie pamiątki po kiedyś ważnej dla mnie osobie. Wzięłam się za siebie.
Zaczęłam pracować, świat był szary i paskudny. Miałam ogromne bóle, ciągle myślałam o tym jaka jestem beznadziejna, że powinnam to zakończyć.
I nadal tak myślę.

20 lut 2018

Ból

Ból.
Tylko to potrafię poczuć.
Same przeciwności losu, ciągłe zwroty, zakręty, upadki...
Po co to komu?
Dlaczego człowiek musi mieć ciągle pod górkę?
Wszystkie zapomniane emocje wracają.
Twarze ukryte w ciemnych kątach wychodzą na światło.
Rzeczywistość i sny zacierają granicę.
Koszmary przeszłości wracają ciągnąc mnie w tył.
Słyszę swój własny szloch.
Jedyne o czym marzę to zapomnienie.
Chce zapomnieć to co przeszłam.
Błagam cicho, aby zmarli wrócili do swojego świata.
Ich szepty narastają, czuję jak wyciągają do mnie ręce...
Ból.
Rwący, ostry ból całego ciała.
Jakby wszystkie zadane przez niego uderzenia nastały w jednej sekundzie.
Ogłuszający wrzask jakby wszystkie ostre słowa uderzyły na raz.
Łzy płynące strumieniami chcąc ponownie naznaczyć moją skórę żalem.
I nagle cisza.
Wszystko ustaje, nawet mój oddech.
Zapadam w letarg.
Lecz nie na długo.
Coś, nie, ktoś ciągnie mnie z całej siły z tej otchłani.
Otwieram oczy i widzę znowu Ciebie.
Twoje zaspane oczy lekko się uchylają.
Twoje wyschnięte usta cicho powtarzają, że jesteś obok.
Słyszę tylko bicie Twojego serca.
Czuję Twój zapach, ciepło Twojego ciała, Twoją miłość...
I znowu ból.
Lecz ten jest przyjemny.
Boli mnie przyspieszające dla Ciebie serce.
Bolą mnie usta od Twoich pocałunków.
Ciało rwie się w różne strony uciekając przed łaskoczącym dotykiem.
Łzy zasłaniają mi obraz, gdy ponownie mówisz o naszej przyszłości.
Droga staje się prosta, łatwiej jest się podnieść, trudniej zrezygnować...
Ale mimo to wiem, że niedługo znów zwątpię. 
Stracę nadzieję na lepsze dni.
A Ty po prostu przyjdziesz, pocałujesz, abym mogła żyć od nowa.
Z bólem serca pełnego miłości.




_____________________________
Niesprawdzane, sens i okoliczności powstania niezrozumiałe.
Mieszanina uczuć w głowie tęskniącej kobiety.
Ot, przykrywka dla prawdziwych emocji.

26 lip 2017

Kocham cie.

Kocham cie.
Jedno zdanie, a tyle zmienia.
Komu je powiedziałeś?
Czy ktoś spoza rodziny je od ciebie usłyszał?
Kto z twojego otoczenia na nie zasłużył?

Znam człowieka, który żył bez miłości.
Nie kochał nikogo, nawet matki, która dla niego życie poświęciła.
Nie kochał psa, który wychował się wraz z nim i wiernie przy nim trwał do ostatniego oddechu.
Nie kochał “przyjaciela”, który pomagał mu w każdej sytuacji, rozumiał go i doceniał jak nikt wcześniej, a także oddał mu potrzebną wątrobę samemu tracąc życie.
Nie kochał kobiety, z którą żył wiele lat; która oddała mu swoje serce, ciało i umysł, zatracajac się w nim bez reszty tylko po to, aby przedwcześnie umrzeć na jego rękach.
Nie kochał nawet dziecka, cudem ocalałego i bezgranicznie go uwielbiającego; które przez całe życie walczyło o jego uwagę i sympatię.

Teraz ten człowiek nie żyje.
On jedynie jest.
Gdy wszyscy umarli, bądź odeszli z jego życia, on zrozumiał.
Po czterdziestu latach dotarło do niego co robił innym przez całe życie.
Nie je, nie śpi, nie mówi, nie rusza się.
Skacząc z dachu liczył na śmierć i zapomnienie.
Jednak przeżył.
Leży świadomy, lecz ubeswłasnowolniony we własnym ciele.
I żałuje.
Kazdego dnia, godziny i minuty żałuje, że tak późno nauczył się kochać.


Nie każdy na te dwa słowa zasługuje.
Lecz każdy ich kiedyś potrzebuje.
Jest taki moment w życiu, gdy los nam mówi kiedy mamy wyznać uczucia, pomóc komuś, uśmiechnąć się, czy spojrzeć po prostu w oczy.
Jest taka osoba, której serce bije równo z twoim, której oczy patrzą tam gdzie twoje, a ścieżka łączy się z twoją.
Nie każdy te osobę znajdzie, czasem ją mijamy na ulicy, czasem znamy całe życie, a czasem nawet nie wiemy że istnieje.
Ale gdy zrozumiesz, że to właśnie on lub ona, to już nic tego nie zmieni.