Krzyki i trzask. Padają kolejne słowa pełne nienawiści.
Uciekam do swojego pokoju, żeby słyszeć jak najmniej. Łzy mi płyną po
policzkach i znikają na mojej bluzce, mokrej od ich nadmiaru.
Zadzwoń, gdy znowu to się powtórzy.
Wspomnienie jego zatroskanej i poważnej miny dało mi siłę,
aby sięgnąć po telefon i napisać jedną wiadomość. Pomóż.
Po jakiś dziesięciu minutach usłyszałam, że ktoś puka do
mojego okna. Przestraszona spojrzałam w nie i widząc te piękne, miodowe oczy
uspokoiłam się.
Jednak w innym pokoju spokój nie staniał.
Otworzyłam okno, lecz słysząc krzyczącą mamę na ojca ledwo widziałam,
co robię. Poczułam ciepłe i silne ramiona otaczające mnie delikatnie i
stanowczo jednocześnie. Jego kojący głos powtarzał jak mantrę, że wszystko
będzie dobrze i że mnie zaraz stąd zabierze. Zrozumiałam znaczenie jego słów dopiero,
gdy poczułam jak mnie podnosi ostrożnie i wychodzi przez okno na daszek nad
tylnym wyjściem. Ponieważ fundamenty były tu niżej od reszty, byliśmy około
półtora metra nad ziemią.
Zeskoczył, cały czas trzymając mnie w swoich ramionach.
Usłyszałam, z otwartego okna w salonie dalej toczącą się walkę pomiędzy
moimi rodzicami. Z moich oczu od razu ponownie zaczął płynąć kolejny ocean
rozpaczy. Brunet przyspieszył, posadził mnie w swoim aucie, usiadł za
kierownicą i ruszył sprzed mojego domu.
Nie. To nie był mój dom. Dom jest tam gdzie chcemy i lubimy
przebywać; gdzie dozwolony jest śmiech i gdzie można ze sobą swobodnie
rozmawiać; gdzie nie rani się najbliższych i gdzie jest miłość…
Jestem pewna, że mój dom nie jest przy rodzicach. Mój dom
jest przy Nim. Złapałam jego wzrok i uśmiechnęłam się lekko. On jeden jest
zawsze przy mnie. Tylko On mnie rozumie, pomaga mi i daje bezpieczeństwo. Tylko
On mnie kocha. Tylko z Nim chcę być do końca życia i to przy Nim chcę umrzeć.
Mój własny anioł.
Mój skarb.