16 paź 2015

Mój skarb


Krzyki i trzask. Padają kolejne słowa pełne nienawiści. Uciekam do swojego pokoju, żeby słyszeć jak najmniej. Łzy mi płyną po policzkach i znikają na mojej bluzce, mokrej od ich nadmiaru.

Zadzwoń, gdy znowu to się powtórzy.

Wspomnienie jego zatroskanej i poważnej miny dało mi siłę, aby sięgnąć po telefon i napisać jedną wiadomość. Pomóż.

Po jakiś dziesięciu minutach usłyszałam, że ktoś puka do mojego okna. Przestraszona spojrzałam w nie i widząc te piękne, miodowe oczy uspokoiłam się.

Jednak w innym pokoju spokój nie staniał.

Otworzyłam okno, lecz słysząc krzyczącą mamę na ojca ledwo widziałam, co robię. Poczułam ciepłe i silne ramiona otaczające mnie delikatnie i stanowczo jednocześnie. Jego kojący głos powtarzał jak mantrę, że wszystko będzie dobrze i że mnie zaraz stąd zabierze. Zrozumiałam znaczenie jego słów dopiero, gdy poczułam jak mnie podnosi ostrożnie i wychodzi przez okno na daszek nad tylnym wyjściem. Ponieważ fundamenty były tu niżej od reszty, byliśmy około półtora metra nad ziemią.

Zeskoczył, cały czas trzymając mnie w swoich ramionach. Usłyszałam, z otwartego okna w salonie dalej toczącą się walkę pomiędzy moimi rodzicami. Z moich oczu od razu ponownie zaczął płynąć kolejny ocean rozpaczy. Brunet przyspieszył, posadził mnie w swoim aucie, usiadł za kierownicą i ruszył sprzed mojego domu.

Nie. To nie był mój dom. Dom jest tam gdzie chcemy i lubimy przebywać; gdzie dozwolony jest śmiech i gdzie można ze sobą swobodnie rozmawiać; gdzie nie rani się najbliższych i gdzie jest miłość…

Jestem pewna, że mój dom nie jest przy rodzicach. Mój dom jest przy Nim. Złapałam jego wzrok i uśmiechnęłam się lekko. On jeden jest zawsze przy mnie. Tylko On mnie rozumie, pomaga mi i daje bezpieczeństwo. Tylko On mnie kocha. Tylko z Nim chcę być do końca życia i to przy Nim chcę umrzeć.

Mój własny anioł.

Mój skarb.