16 maj 2016

Aniołki

Dzwonek przerwał ciszę panującą w całym domu. Brązowowłosa kobieta otworzyła drzwi i uśmiechnęła się smutno na widok gościa.
-Zdajesz sobie sprawę, że ona nie chce nikogo widzieć? – Pomimo mało zachęcającego przywitania otworzyła szerzej drzwi wpuszczając młodego chłopaka.
-Wiem. Dlatego przyszedłem. To już ponad tydzień, boję się o nią. – Powaga w jego głosie przeczyła strachowi widocznemu w jego oczach.
-Chodź. Udało mi się w nią wmusić trochę jedzenia, żeby nie nikła w oczach. Na zmianę zakrywa się po szyję kocem i leży na łóżku lub siedzi w wannie… - zmartwienie było wręcz wypisane na twarzy zarówno kobiety jak i czarnowłosego chłopaka.
-Pójdę do niej.
Wszedł po schodach automatycznie omijając skrzypiące fragmenty stopni. Przeszedł do końca korytarza i delikatnie zastukał w drewniane drzwi. Odpowiedziała mu głucha cisza. Wszedł powoli i zamknął za sobą drzwi.
-Sonia…? – Stawiał ostrożnie kroki, jakby bał się, że zwinięta w kłębek dziewczyna się spłoszy. Na dźwięk swojego imienia blondynka jedynie zesztywniała na chwilę. Chłopak usiadł naprzeciw niej, na podłodze i próbował się doszukać zielonych oczu pomiędzy pasmami kręconych włosów.
Rozejrzał się dyskretnie po pokoju jak zwykle zagraconym różnymi rzeczami i stosami ubrań. Kołdra została skopana, na łóżku został jedynie świąteczny kocyk, spod którego wystawały stopy ubrane w skarpetki z pomponami o podobnej tematyce. Uśmiechnął się w myślach na ten widok. Sam jej je dał, gdy przez całą zimę marudziła na swe wieczne zimne nogi. Przyjrzał się jej uważnie i miał ochotę potarmosić ją po głowie jak małe dziecko, widząc, do czego przytula głowę. Za poduszkę robił jej wielki, biały miś, którego również dostała od niego. Wyciągnął ostrożnie rękę w jej stronę i, nie widząc jakiejkolwiek reakcji, zaczął delikatnie układać każdy kosmyk włosów. Gdy wreszcie udało mu się to zrobić oczy w kolorze świeżej trawy otworzyły się nagle, a jego dłoń została zatrzymana w żelaznym uścisku kilka centymetrów od jej twarzy. Poczuł delikatnie wbijające się paznokcie, które ostrzegały go przed kolejnym krokiem.
-Martwiłem się o ciebie. – Nastąpiła typowa dla nich niema walka.
Stalowoszare tęczówki chłopaka przepełnione były troską, miłością i żalem, że te zielone oczy patrzą na niego w taki pusty sposób. Po kilku minutach chłopak wygrał, a oczy dziewczyny zapełniły się łzami. Zacisnęła powieki, a jej ciałem wstrząsnął bezgłośny szloch. Po chwili z jej gardła wyrwał się przerażony krzyk, gdy została nagle porwana w ramiona i zamknięta w uścisku. Przez chwilę próbowała walczyć, lecz ciche słowa i znajome bicie serca uspokoiły ją momentalnie.
-Po co to robisz…? – Ledwo słyszalne pytanie było pierwszymi słowami, jakie wypowiedziała w ostatnim czasie.
-Bo Cię kocham. I to, co się stało nie było zależne od nas. Spójrz tak: skoro nie stało się to teraz to znaczy, że jeszcze nie czas. Nasz mały aniołek daje nam więcej czasu, abyśmy mogli spokojnie zapewnić mu wszystko, co najlepsze. Damy sobie radę, obiecuję. – Trwali w uścisku przez długi czas, aż w końcu dziewczyna podniosła wzrok.
-Cyri… - Jej spojrzenie mówiło więcej niż była w stanie powiedzieć. Patrzyli sobie w oczy napełniając się nawzajem nową nadzieją. Ich usta zbliżyły się w końcu do siebie i pocałowali się czule. Nie musieli nic mówić, aby wiedzieć, że teraz wszystko się na nowo ułoży.

Gdyby jednak otworzyli oczy i spojrzeli w okno zobaczyliby świetlistą postać małego dziecka, które uśmiechało się lekko. Po chwili dołączyły do niego jeszcze dwie postacie i trzy małe aniołki zniknęły, aby pojawić się za jakiś czas ponownie, lecz tym razem wtulając się w swych rodziców.