16 paź 2015

Mój skarb


Krzyki i trzask. Padają kolejne słowa pełne nienawiści. Uciekam do swojego pokoju, żeby słyszeć jak najmniej. Łzy mi płyną po policzkach i znikają na mojej bluzce, mokrej od ich nadmiaru.

Zadzwoń, gdy znowu to się powtórzy.

Wspomnienie jego zatroskanej i poważnej miny dało mi siłę, aby sięgnąć po telefon i napisać jedną wiadomość. Pomóż.

Po jakiś dziesięciu minutach usłyszałam, że ktoś puka do mojego okna. Przestraszona spojrzałam w nie i widząc te piękne, miodowe oczy uspokoiłam się.

Jednak w innym pokoju spokój nie staniał.

Otworzyłam okno, lecz słysząc krzyczącą mamę na ojca ledwo widziałam, co robię. Poczułam ciepłe i silne ramiona otaczające mnie delikatnie i stanowczo jednocześnie. Jego kojący głos powtarzał jak mantrę, że wszystko będzie dobrze i że mnie zaraz stąd zabierze. Zrozumiałam znaczenie jego słów dopiero, gdy poczułam jak mnie podnosi ostrożnie i wychodzi przez okno na daszek nad tylnym wyjściem. Ponieważ fundamenty były tu niżej od reszty, byliśmy około półtora metra nad ziemią.

Zeskoczył, cały czas trzymając mnie w swoich ramionach. Usłyszałam, z otwartego okna w salonie dalej toczącą się walkę pomiędzy moimi rodzicami. Z moich oczu od razu ponownie zaczął płynąć kolejny ocean rozpaczy. Brunet przyspieszył, posadził mnie w swoim aucie, usiadł za kierownicą i ruszył sprzed mojego domu.

Nie. To nie był mój dom. Dom jest tam gdzie chcemy i lubimy przebywać; gdzie dozwolony jest śmiech i gdzie można ze sobą swobodnie rozmawiać; gdzie nie rani się najbliższych i gdzie jest miłość…

Jestem pewna, że mój dom nie jest przy rodzicach. Mój dom jest przy Nim. Złapałam jego wzrok i uśmiechnęłam się lekko. On jeden jest zawsze przy mnie. Tylko On mnie rozumie, pomaga mi i daje bezpieczeństwo. Tylko On mnie kocha. Tylko z Nim chcę być do końca życia i to przy Nim chcę umrzeć.

Mój własny anioł.

Mój skarb.

27 sie 2015

Zawsze razem

Dlaczego to się znowu dzieje?
Dlaczego znowu Cię nie ma?
Kolejny raz, gdy najbardziej Cię potrzebuję Ty znikasz…
Czy jestem aż tak mało ważna?
Czy robię coś nie tak?
ONI wciąż powtarzają, że nie jesteś mnie wart…
Ale to nie prawda.
To ja nie jestem warta Ciebie.
Powiedz, dlaczego mnie wybrałeś?
Dlaczego to ja jestem Twoją rzekomą księżniczką?
Co sprawiło, że mnie zauważyłeś?
Może i jestem ładna, ale mój charakter pozostawia wiele do życzenia.
W końcu, kto by chciał pokochać zdzirę bez serca?
Tylko, że ja mam serce… A raczej miałam.
Oddałam je Tobie.
Powiedz, dlaczego pozwalasz mi cierpieć?
Skoro mnie tak bardzo kochasz to, dlaczego Cię nie ma przy mnie?
Dlaczego nie ma Cię przy nas…?
Wpadka.
Jeden wyraz, a tyle oznacza i zmienia.
Zmieniłeś się.
Już nie jesteś tym, kim byłeś.
Dawniej, gdy chciałam skoczyć wybiłbyś mi to z głowy.
Ale już tego nie zrobisz.
Teraz moje pokaleczone ręce nie mają na Ciebie wpływu.
Pozwalasz mi na to, abym się staczała.
Zrobię to, czego oczekujesz.
Nie martw się najdroższy.
Tam gdzie trafimy będziemy Cię kochać.
Ponieważ to Ty dałeś nam życie.
Twoja córka jest taka piękna.
Taka spokojna, taka grzeczna…
Taka równie martwa, co ja za chwilę.
Nie kochałeś jej, więc nie miała, po co istnieć.
Ale spokojnie, moja miłość przywróci jej życie.
Sprawię, że będzie tak jak dawniej.
Przypomnę Ci, że mnie kochałeś.
Że NAS miałeś kochać.
Czemu tak patrzysz ukochany?
Przecież za chwilę staniemy się jednością.
Zwiążemy się z naszą córeczką i nic nas nie rozłączy.
Innych śmierć rozdziela, ale nas dzisiejszej nocy połączy.
Spójrz, jaka piękna noc.
Pełna cudów.
Pierwszym była ta kruszyna a następnym nasza miłość.

Już na zawsze będziemy razem.

21 cze 2015

Pamiętasz?

Pamiętasz mnie jeszcze?
Ciągle jeszcze wspominam wspólne spędzone chwile. Chyba nigdy nie dam rady zapomnieć Twojego śmiechu. Był niczym orzeźwiający deszcz po długiej suszy.
Pamiętasz, kim byłam dawniej?
Kiedy Cię poznałam byłam jeszcze dzieckiem. Przynajmniej tak myślałam. Z czasem jednak uświadomiłeś mi, że już nie jestem małą księżniczką. Zrobiłeś ze mnie dorastającą królewnę.
Pamiętasz, co mi mówiłeś?
Często mi powtarzałeś, że jestem piękna, że mam niezwykły charakter, że jestem niczym nieoszlifowany kamień. Chciałeś zrobić ze mnie diament, oprawić i zamknąć z dala od innych; abym zawsze już była przy tobie.
Dlaczego akurat ja?
Na to pytanie zawsze odpowiadałeś tak samo. Nieważne, kiedy i gdzie o to pytałam. Zawsze była jedna odpowiedź. Niezmienna przez kilka lat, jeszcze zanim zaczęliśmy ze sobą chodzić powtarzałeś mi to. Bez względu na twój humor zawsze się uśmiechałeś mówiąc to jedno zdanie.
„Wybrało Cię moje serce.”
Na każdą miesięcznicę dostawałam różyczkę i czekoladę. Na naszą pierwszą rocznicę zabrałeś mnie nad jezioro. Spędziliśmy tam cudowne i intymne chwile. Pierwszy raz czułam się jak prawdziwa królowa. Już nie jakaś mała królewna, która nie wie, czego pragnie. W tamtej chwili pragnęłam tylko Ciebie. Dałeś mi niezwykłą pamiątkę tego wieczoru. Naszyjnik z małym, kryształowym serduszkiem. Długo będę pamiętać moje łzy na jego widok.
Coś się zmieniło.
Z czasem coraz trudniej było nam się porozumieć. Często gdzieś wyjeżdżałeś zostawiając mnie samą. Aby nie mieć wyrzutów sumienia kupowałeś mi różne ubrania, słodycze i ozdoby. Cieszyłam się jak dziecko z każdej rzeczy, lecz w środku płakałam, bo wiedziałam, że celowo mnie zostawiasz.
Jak długo to trwało?
Mijały już prawie dwa lata naszej „bajki”. Jednak dziś widzę, że to już nie była ta sama historia, co na początku. Dawniej każdy wspólny wieczór spędzaliśmy na rozmowach i oglądaniu filmów, a nie w łóżku. Dawniej potrafiłeś czytać z moich oczu i nie musiałeś pytać, na co mam ochotę w danej chwili. Dawniej dokładnie znałeś moją garderobę, więc nie pytałeś cały czas „to nowa bluzka?”. Zwłaszcza, gdy sam ją ze mnie zdejmowałeś parę dni wcześniej. Jednak najbardziej dał mi do myślenia moment, w którym dałeś mi zieloną herbatę, choć mówiłam nie raz, że jej nienawidzę.
Ile jeszcze miałam cierpieć?
Zrobiłam pewnego dnia awanturę o to wszystko. Gdy ja krzyczałam przez łzy Ty tylko stałeś i wszystkiemu zaprzeczałeś. W końcu nie wytrzymałeś i złapałeś mnie za ramiona z taką siłą, że przez tydzień miałam siniaki. Pomimo moich protestów wysyczałeś mi prosto w twarz, że mam przestać zmieniać się we własną matkę i Ci zaufać. Jakby pod przymusem powiedziałeś, że mnie kochasz, a ja sobie coś ubzdurałam. Znowu.
To bolało najbardziej.
Zamknęłam ten temat razem ze swym sercem. Dalej trwałam w tym teatrze coraz bardziej zatracając się w roli zakochanej do szaleństwa dziewczyny. Przymykałam oczy na to, że coraz więcej palisz, a alkohol czuć od ciebie na kilometr. Starałam się nie przejmować tym, że coraz częściej przesiadujesz w barze.
Raniłeś mnie już nie tylko psychicznie.
Któregoś dnia, gdy przyszłam byłeś nie dość, że upity to jeszcze naćpany. Odruchowo chciałam cię skrzyczeć. Twoja ręka skutecznie mi to uniemożliwiła. Przez dwa tygodnie zakrywałam paskudny siniak na policzku i przez dwa tygodnie cię nie odwiedzałam i nie odbierałam telefonu.
Nie chciałeś przeprosić.
Kiedy łaskawie pojawiłam się w twoim mieszkaniu wyzwałeś mnie. Widząc jednak moją niewzruszoną minę zreflektowałeś się. Zrobiłeś skruszoną minę i obiecałeś, że się to więcej nie powtórzy. Kupiłeś mi bukiet róż, które zwiędły po dwóch dniach.
Czy to był znak?
Od tamtego czasu nie rozmawialiśmy za dużo. Ty coraz częściej wyjeżdżałeś, a ja coraz częściej wychodziłam ze znajomymi. Stres, jaki mnie zżerał uspokajałam nikotyną. Wyjechałam do rodziny na pewien czas. Postanowiłam jednak wrócić wcześniej i zrobić ci niespodziankę.
To ja dostałam niespodziankę.
Przyjechałam do ciebie do mieszkania, weszłam po cichu i zakradłam się do sypialni. Był późny wieczór, więc myślałam, że śpisz. To, co zastałam zniszczyło wszystko, co nas łączyło.
Czego mi do niej brakowało?
Gdy zobaczyłam przez uchylone drzwi burzę blond włosów, nad twoim torsem, nie wytrzymałam. Trzasnęłam drzwiami wchodząc do pokoju, zabrałam nasze zdjęcie, na które bezczelnie patrzyłeś kilka sekund wcześniej i roztrzaskałam je na podłodze. W między czasie wstałeś, a ja uderzyłam cię z taką siłą, że wpadłeś na te zdzirę.
Pamiętasz te brawa sąsiadów?
Zrobiłam awanturę na cały blok. Wszyscy wyszli na korytarz i słuchali jak krzyczę na ciebie. Tłum zawył wściekle, gdy mnie spoliczkowałeś w drzwiach wyjściowych, lecz zanim ktoś się obejrzał leżałeś u moich nóg z rozwalonym nosem. Jakaś pani poklepała mnie po ramieniu widząc, że nawet nie płaczę.
Nie umiałam już nawet płakać.
W ostatnim czasie cały ten stres usypiałam żyletką. Gdy teraz patrzę na swoje ręce nie czuję wstydu ani żalu. Czuję jedynie dumę, że nie zrobiłam głębszych cięć. Teraz wiem, że nie byłoby warto. Nie z twojego powodu.
Pamiętaj:
To dzięki tobie oboje jesteśmy oszpeceni bliznami

I to dzięki tobie żadne z nas już nigdy nie znajdzie miłości.

6 cze 2015

Cofnąć czas

Twoja oschłość mnie boli.
Dziwne, prawda?
W końcu Cię nie kocham, ani nie zależy mi na Tobie w jakimś wielkim stopniu. Jesteś bo jesteś. Jeśli znikniesz nic się nie stanie, bo Ty i tak nie jesteś nikim ważnym.
Ale jednak cierpię.
Każde zimne słowo wypowiedziane przez Ciebie, każdy pusty uśmiech, każda zignorowana próba zdobycia zainteresowania jest jak szpilka wbijająca mi się w serce. Nie raz wmawiałam sobie, że trzymam Cię dla zwykłej zabawy; że jesteś moim osobistym zwierzaczkiem.
Czyżbym się pomyliła?
Nie czuję do Ciebie tego co na początku, chociaż już wtedy miałam wątpliwości co do tego związku.
W końcu jaki on miał sens? Jaką on miał przyszłość?
 Jesteśmy z dwóch różnych światów. Nasze życia zostały złączone wyłącznie z mojej chciwości. Pragnęłam Cię.
Nie… Pragnęłam kogoś kto poświęci mi swą uwagę. Osiągnęłam to czego chciałam, a nawet więcej. Dałeś mi wszystko, o czym zawsze marzyłam.
Lecz czy to coś zmieniło?
Czy dzięki temu zabłysnąłeś jakoś w moich oczach?
Możliwe.
Ale co to teraz zmieni?
Jeszcze trochę i wszystko się skończy. Już nie będzie potajemnych spotkań, długich rozmów przez telefon, wspólnego śmiechu z byle powodu. Nic nie będzie jak dawniej.
Czy to musi tak wyglądać?
Może powinniśmy spróbować od nowa. Zacząć nowy rozdział, a tamten spalić. Ponownie się poznać, lecz tym razem bez kłamstw, bez udziwnień i bez udziału innych.
Udałoby się nam?
Przecież podobno jesteśmy dla siebie stworzeni. Sam tak mówiłeś tamtej zimy, gdy o wschodzie słońca wyznałeś mi miłość.
Do dziś pamiętam ten dzień. Pola i las przykryte tym pięknym, nieskalanym puchem. Twoje zaróżowione policzki stały się jeszcze bardziej czerwone, lecz nie od mrozu. Twój oddech przyspieszył, lecz nie od wysiłku. Twoje oczy się zamknęły lecz, nie od zmęczenia.
Nasz pierwszy pocałunek.
Tęsknię czasem za początkiem naszej historii. Wszystko było takie nowe, takie niewinne.
Wrócimy do tego?
Wybaczysz mi te zdrady i kłamstwa?
Wymażesz łzy spływające po moich policzkach z Twojego powodu?
Usuniesz niepotrzebne kłótnie, a wstawisz spokojne rozmowy?
Sprawisz, że zniknie ta granica?
Czy cofniesz czas i…

Uratujesz nas?

1 maj 2015

Mój sen 2



Cały dzień chodziłam zamyślona. Dalej nie mogłam stwierdzić, co ten sen oznaczał. Najdziwniejsze było to, że gdy się obudziłam moje nogi były zmarznięte, a w ręku miałam czarne pióro.
-Skarbie wszystko dobrze?
-A czemu pytasz?
-Bo wlałaś sobie soku pomarańczowego do kawy zamiast mleka i właśnie to pijesz.
Wyplułam zawartość moich ust wprost na Daniela.
-O kurczę, przepraszam…! – Rzuciłam się z chusteczkami żeby ratować jego bluzkę.
-Ty gapo…, O czym tak rozmyślasz? – Kasztanowe tęczówki wpatrzyły się we mnie.
-O niczym, tylko… Miałam dzisiaj dziwny sen. – Zaczęłam mu dokładnie opowiadać o tym śnie, jednocześnie zapierając jego błękitną koszulkę.
Gdy skończyłam posadził mnie sobie na kolanach i wtulił twarz w moje czarne loki.
-Kasiu… Na pewno się dobrze czujesz? To jest niemożliwe żebyś po przebudzenia miała pióro w ręku. Masz je w ogóle czy sobie żartujesz? – Spojrzałam na niego zdenerwowana.
-Masz mnie za idiotkę i kłamczuchę? Mam to pióro, ale w pokoju pod poduszką. – Urażona jego słowami wstałam i ruszyłam do sypialni.
Moje mieszkanie było tak małe, że podchodziło pod kawalerkę. Zaraz po wejściu do niego był mały przedsionek, a zaraz potem niewielki salon połączony z kuchnią. Znajdowała się w nim kanapa, telewizor i biblioteczka z książkami. Na prawo były dwie pary drzwi. Jedne prowadziły do łazienki, w której cudem zmieszczono pralkę, prysznic, toaletę i umywalkę. Za drugimi drzwiami znajdował się mój azyl. Sypialnia, w której poza łóżkiem i jedną komodą na ubrania nie znajdowało się nic poza książkami. Nie opłacało się kupować półek ani tym podobnych rzeczy, bo i tak by się nie pomieściły.
Jako typowy mól książkowy miałam najróżniejsze egzemplarze wydawanych książek w ostatnich latach. Wszystkie były poustawiane w równych stosach, posortowane kategoriami i ułożone alfabetycznie. Nikt poza mną nie wiedział gdzie, jakiej książki szukać, bo nie wzorowałam się normami. U mnie książka dostawała swoje miejsce dopiero, gdy ją przeczytałam, bo tylko wtedy mogłam określić, do jakiej kategorii mogę ją przydzielić.
Wszystkie książki, które czekały na swoją kolej stały na półkach w biblioteczce w salonie. Za każdym razem, gdy moja siostrzenica przyjeżdżała twierdziła, że kocham tylko czytać i nie interesuje mnie nic poza tym.
Wszyscy się zdziwili, gdy największe ciacho w okolicy zostało moim chłopakiem. Co prawda nie byliśmy jak typowa para, ale najważniejsze było to, że idealnie się dopełnialiśmy. Ja byłam jak chodząca encyklopedia, a on tłumaczył na „normalny” moje wypowiedzi osobom niedokształconym w niektórych dziedzinach. Dzięki Danielowi zrozumiałam jak ekscytujące są dyskoteki, a on zrozumiał, że wygląd to jednak nie wszystko.
Gdy tak leżałam na swoim łóżku i podziwiałam czarne pióro, drzwi do pokoju otworzyły się powoli, a po chwili obok mnie usiadł brunet.
-Kasia… Proszę, nie gniewaj się. Przecież wiesz, że to nie brzmi normalnie i mam prawo nie uwierzyć od razu. To brzmi raczej jak bajka niż sen, po którym masz pamiątkę. – Przygarnął mnie ramieniem kładąc się obok.
Wtuliłam się w jego tors i zamknęłam oczy. Tak bardzo mi na nim zależało, chociaż wiedziałam, że w każdej chwili mogę go stracić. Podniosłam rękę, w której trzymałam pozostałość po moim śnie tak, aby mógł ją zobaczyć. Poczułam jak wstrzymuje oddech.
-Ty naprawdę nie żartujesz… - Jego niedowierzający wzrok spoczął na mnie. Uśmiechnęłam się cierpko i kiwnęłam głową. – Ale jak to możliwe? To przecież nie może być prawdą. Takie rzeczy dzieją się tylko w filmach albo książkach.
-To może jesteśmy w jakimś filmie, cholera wie. Jedno jest pewne: Kohaku przyśni mi się ponownie. W innym wypadku nie miałabym jego pióra. – Przytuliłam się mocniej do Daniela. 
-W takim razie poczekamy i zobaczymy. Powiedział, że jesteś jego panią nie? W takim razie nic złego ci się nie stanie, poza tym równie dobrze on może być tym przysłowiowym „aniołem stróżem” i się tobą opiekować od tej pory. – Cmoknął mnie w czoło i odłożył pióro na jedną ze stert książek.
Jak powiedział, tak zrobiliśmy. Uspokojona w pewnym stopniu przetrwałam jakoś ten dzień.
______________________________________

Leżałam na czymś niezwykle miękkim i delikatnym, lecz czując powoli ogarniający mnie chłód podniosłam się do siadu i rozejrzałam wkoło.
Tak jak myślałam, byłam w tym samym pokoju, co ostatniej nocy. Te same obrazy, ten sam wygasły kominek, to samo wielkie łoże i ta sama postać stojąca w cieniu.
Zeszłam powoli z jedwabnej pościeli i uśmiechnęłam się lekko.
-Witaj panienko. - Srebrne włosy niemal dotknęły podłogi, gdy się ukłonił.
Kiwnęłam jedynie głową w odpowiedzi. Lekko uniesiona brew, w geście podziwu, upewniła mnie o słuszności mojego podejścia do niego. W końcu jest moim służącym, nie? Nie powinnam się z nim spoufalać.
-Jak się podoba panience nowa kreacja?  - Widząc sugestywne spojrzenie, przyjrzałam się temu, co mam na sobie.
Krwisto czerwona sukienka sięgała mi do kolan. Miała rozkloszowany dół, czarną kokardę w talii, i delikatne ramiączka. Była po prostu piękna. Na nogach miałam czarne koturny na wysokim obcasie. Moje włosy były rozpuszczone i opadały falami na plecy oraz ramiona. Okręciłam się i widząc jak sukienka faluje pod wpływem tego ruchu uśmiechnęłam się delikatnie do jasnowłosego.
-Jest piękna, dziękuje. Jeszcze nigdy takiej nie miałam. - Ponownie okręciłam się w miejscu, unikając jego świdrującego spojrzenia. - Dużo dzisiaj mamy czasu?
-Z tego, co wiem to za osiem godzin wstajesz. - Jego ironiczny uśmiech zdenerwował mnie lekko.
-Nie jesteśmy na "ty". Zresztą we śnie czas inaczej płynie.
Ruszyłam powoli w stronę regałów z książkami, które stały, za Kohaku.
- Proszę o wybaczenie. -Chyba myślał, że idę do niego w sprawie tamtej wypowiedzi, bo uklęknął na jedno kolano i pochylił nisko głowę.
-Udzielam. - Poklepałam go po ramieniu i podeszłam do książek.
Na grzbietach nie było napisanych tytułów, do tego wszystkie były tak samo oprawione. Wyciągnęłam jedną i otworzyłam na pierwszej stronie. Na samym środku kartki było napisane:
„Żeglując między chmurami"
Zaciekawiona przewinęłam kilka kartek i przeczytałam pierwszy lepszy akapit.
„Pomimo ciągłych walk o wolność, kolejne Anioły były strącane z Nieba. To okrutne jak jedno pragnienie może powodować tyle bólu.
Moja przyjaciółka, Tsukiko*, ma coraz ciemniejsze skrzydła. Coraz trudniej jest jej się utrzymać między chmurami Nieba. Martwię się o nią, bo jeśli ona upadnie zostanę tutaj sama. Poza nią, nie mam już nikogo.
Większość Aniołów żegna się już zawczasu ze swoimi podopiecznymi. Niektórzy nie zdążyli i teraz pewnie zamartwiają się, co z ich przybranymi dziećmi.
Cieszę się, że Tsu walczy o należną jej wolność. Z drugiej jednak strony nie chcę zostać sama, dryfując na swojej łodzi między chmurami. W dodatku w samym środku wojny.
Tak bardzo się boję, że...”
-Panienko, z całym szacunkiem, ale nie powinno się czytać książki od środka. – Kohaku stanął tuż za mną. Zaśmiałam się cicho, bo poruszone jego oddechem włosy połaskotały mnie po szyi.
-Nie przerywa się innym w czytaniu wiesz? – Spojrzałam na niego nadąsana. – Czemu na tych książkach nie ma napisanych tytułów?
-Nie ocenia się książki po okładce. Za każdym razem, gdy otworzysz jakąś książkę treść się zmienia, więc, po co im tytuły, które byłyby błędne? – Ponownie uniósł brew, a ja tylko cmoknęłam z niesmakiem.
-Jaki ma to sens? Wtedy nie będzie można jej drugi raz przeczytać, albo dokończyć. – Skrzywiłam się i wpatrzyłam w grzbiety książek.
-Treść książki dostosowuje się do potrzeb osoby, która ją trzyma. Jeśli zapragnie się przeczytać jakąś specjalną książkę to wystarczy o niej pomyśleć, otworzyć na pierwszej stronie i już. Ot cała logika. – Kohaku przesunął palcami po półce, po czym odsunął się na odległość dwóch metrów.
-Strasznie to dziwne... A właśnie! – Poszukałam wzrokiem bursztynowych oczu. – Czemu, gdy się obudziłam, miałam Twoje pióro w ręku?
-Pióro...? Przecież to za wcześnie... – Przymknął powieki wpatrując się we mnie intensywnie. – Proszę ze mną panienko.
Ruszył w stronę jedynych drzwi w pokoju, otworzył je i czekał aż pierwsza przez nie przejdę.
~*~*~*~**~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Tsukiko* - z j.jap. "dziecko księżyca"

13 mar 2015

Moje życie (epilog)

W pewnym małym domku na przedmieściach słychać było, jak co tydzień, głośny śmiech dwójki dzieci, prośby ich ojców o ciszę, oraz nucącą spokojnie kobietę w kuchni.
-Marek do cholery, jak Ty córkę wychowałeś, że cały czas tak zawzięcie ciągnie Alana wszędzie, tylko nie na obiad? – Zmęczony blondyn opadł na kanapę i spojrzał na swojego rozmówcę.
-Mam Ci przypomnieć, kto jest jej matką? – Ironiczne spojrzenie bruneta mówiło samo za siebie.
-Ta... W sumie to by tłumaczyło, czemu Alan nawet bez towarzystwa Karoliny jest taki nieznośny. – Zbiorowe westchnięcie poniosło się po pokoju.
-To kwestia genów. Musiały się w kogoś wdać, a że ich matka jest diabłem w anielskiej postaci to już inna sprawa...
-Niestety...
-Ja was słyszę! – Obaj mężczyźni podskoczyli słysząc za sobą głos obgadywanej kobiety.
Odwrócili się niepewnie i zobaczyli niebezpiecznie wyglądający nóż kuchenny w rękach rudowłosej.
-Jak Wam coś nie pasuje to razem z dziećmi się wyprowadzimy! Będziecie mieli święty spokój. Tylko jestem ciekawa, co wtedy Mira by zrobił... – Michalina spojrzała sugestywnie na swojego byłego narzeczonego.
-Pojechałbym z Tobą siostrzyczko. Wolę mieć mojego diabełka, Ciebie i drugiego diabełka niż użerać się z takim facetem. – Czarnowłosy mężczyzna wszedł do salonu i cmoknął swoją siostrę w policzek.
-I Ty Brutusie przeciwko mnie...? – Aureliusz zrobił smutną minkę patrząc na swojego ukochanego.
-Ale taka prawda. Zresztą nie pozwolę żeby ktoś mi siostrę oczerniał. – Rodzeństwo złapało się za ręce i stanęło w pozie z serii „tego muru nie przebijesz, więc się poddaj”.
-Przepraszamy... – Nastąpiło zbiorowe błaganie o wybaczenie, aby zapobiec kłótni.
Po chwili dwójka dzieci wbiegła do pokoju ze śmiechem. Chłopiec i dziewczynka – Alan i Karolina. Wyglądali niemal jak typowe rodzeństwo. Różnił ich jedynie wiek, kolor włosów i ojcowie.
Alan był nieślubnym dzieckiem Michaliny i Aureliusza. Postanowiono, że chłopiec zamieszka wraz z ojcem i jego partnerem, – czyli swoim wujkiem. Wyglądał niemal identycznie jak Mirek, gdy był mały. Jedyna różnica polegała na kolorze włosów, które były jasne jak u Aurela.
Karolina miała tę samą matkę, co Alan, lecz jej ojcem był Marek. Córka odziedziczyła po ojcu brązowe, proste włosy, lecz poza tą różnicą wyglądała jak mała kopia swojej mamy. Mieszkała razem ze swymi biologicznymi rodzicami, którzy niedługo przed jej narodzinami pobrali się.
Te dość ekscentryczne rodziny żyły w pełnej harmonii ze sobą i innymi. Dzieci wiedziały, że są rodzeństwem, ale głębsze wyjaśnienia im nie były potrzebne. Cieszyli się sobą, swoim życiem i szczęściem, jakie otrzymali.
Michalina wraz z mężem mieszkali w domu jej matki, która zmarła niedługo po urodzeniu się jej wnuczki. Kobiecie bardzo zależało na szczęściu rodziny, dlatego za wszelką cenę chciała pomóc swoim dzieciom kosztem własnego zdrowia.
Mirek wraz z Aureliuszem mieszkali w bloku. Dwupokojowe mieszkanie było dla nich idealne, bo i oni mieli własny kąt i ich synek. Mirek zajmował się dzieckiem i domem niczym przykładna matka i żona. Aurel natomiast zarabiał na nich.
Ta dziwna i specyficzna rodzina miała więcej kłótni na koncie niż parlament; więcej radości od niejednego optymisty; a przede wszystkim więcej miłości niż każdy mógłby dać.

4 lut 2015

Moje życie (rozdział 5)

-Bo ten... Lulu akurat mnie całował jak tamten palant przywalił w nas... Nie kłóciliśmy się o radio tylko... No wiesz... – Ledwie usłyszałam, co on tam sepleni pod nosem. Nie dość, że wpatrywał się w swoje dłonie, to jeszcze mówił cicho jak na spowiedzi.
-Mirosławie Andrzeju Juszczak, masz mi w tej chwili powiedzieć jak długo trwa twój romans z MOIM chłopakiem. – Spojrzałam na niego z takim chłodem, że aż skamieniał.
-Eee... Rok. – Teraz to ja siedziałam jak sparaliżowana. – Miśka proszę Cie zrozum! Zanim zaczniesz krzyczeć i bić wysłuchaj mnie. – Mirek wziął głęboki oddech i spojrzał mi prosto w oczy. - Aurel od początku mi się podobał. Dobrze wiesz, że zawsze miałem słabość do takich opiekuńczych mężczyzn. Na jakiejś imprezie, półtora roku temu, kiedy Ty leżałaś z Zośką w salonie my... No wiesz co. Byliśmy tak upici, że nie wiedzieliśmy, co robimy. Nad ranem jak wszystko do nas dotarło uznaliśmy to za wypadek. Potem była cała ta akcja z Alexem. Pół roku byłem ciągany po sądach i moja psychika powoli wyczerpywała swój limit. Zaczynałem popadać w depresje. Pewnego wieczora przyszedł on. – Kiwnął lekko głową w kierunku łóżka, na którym leżał mój narzeczony. – Przyniósł piwo, jakieś filmy i... No i siedział ze mną. A ja tuliłem się do niego i ryczałem co jakiś czas. W pewnym momencie... Zapragnąłem dostać to, co wtedy na imprezie. Znowu chciałem mieć przy sobie to rozgrzane ciało, czuć ten delikatny dotyk na skórze i miękkie wargi. Więc po prostu usiadłem mu na kolanach i wziąłem to, czego chciałem. Na początku opierał się, ale potem... Michaś ja się w nim zakochałem. Nie wiem, w którym momencie, nie wiem dlaczego, ale... Ja go kocham. Kocham go tak jak opowiadała mama. A... Czy Ty na pewno go kochasz? – Wpatrywałam się w jego tak podobne do moich oczy.
Dopiero teraz do mnie dotarło, że wcale nie jesteśmy podobni. Rysy twarzy, kolor włosów, styl mówienia, charaktery... To wszystko nas różni. Jedynie oczy mamy takie same. Ciemno zielone ze złotymi refleksami przy źrenicach.
Wreszcie zrozumiałam. To nie ja potrzebowałam miłości. Ja chciałam być niezależna, wolna, w pełni świadoma tego, co robię i jak robię. Impulsywność, uczuciowość i brak samokontroli to były cechy Miry.
„-Mamusiu, a co się czuje jak się kogoś kocha? – Dwójka małych dzieci siedziała przed swoją mamą na łóżku.
Kobieta spojrzała najpierw na syna, potem na córkę i powiedziała:
-Widzicie... Gdy się kogoś kocha szczerze to zrobi się dla tej osoby wszystko. Gdy całuje się taką osobę czuje się motyle w brzuchu. Każdy, nawet najmniejszy dotyk na samym początku jest niczym porażenie prądem. Jeśli nie znamy tej osoby do końca, a czujemy takie draśnięcie to powinniśmy tę osobę zatrzymać przy sobie.
-Ale dlaczego? – Spytał czarnowłosy chłopiec.
-Ponieważ przeznaczenie daje nam tylko jedną, jedyną okazję na prawdziwą miłość. Jeśli nie wykorzystamy tej szansy ona nigdy nie wróci. Możemy potem jeszcze kogoś kochać, ale to nie będzie „to”. Rozumiecie?
Brązowowłosa kobieta uśmiechnęła się do swoich potakujących pociech.
-A, co jeśli w pewnym momencie w tę miłość zwą... zwątepe... – Rudowłosa dziewczynka starała się dokończyć zdanie, ale z marnym skutkiem.
-Zwątpimy? – Podpowiedziała matka i zamyśliła się widząc potwierdzające spojrzenie córki. – Wtedy trzeba zrobić sobie przerwę. Nie widywać się z tą osobą dłuższy czas, a gdy przy spotkaniu poczujemy motylki albo draśnięcie prądu to znaczy, że to jest miłość.
-Mamo, a co jeśli ktoś będzie myślał, że to miłość, ale tak nie będzie? – Chłopiec ponownie zadał pytanie.
-Wiesz skarbie, wtedy trzeba się porównać do kogoś. Znaleźć osobę, która różni się dosłownie wszystkim poza jedną rzeczą. Może to być kolor włosów, rysy twarzy albo oczy. Wtedy należy sprawdzić czy to nie ta osoba właśnie jest drugą połówką twojej domniemanej miłości.
-Ale wtedy my zostaniemy sami. – Dziewczynka spojrzała zniesmaczona na swoją mamę.
-Owszem, ale jeśli pozwolimy tym osobom na miłość, to sami będziemy mieli możliwość znalezienia drugiej części swojego serca.”
-Mi, słyszysz mnie? – Machnięcie ręki przed oczami sprowadziło mnie na ziemie.
Wzdrygnęłam się i przyjrzałam Mirkowi. Teraz już byłam pewna. To nie ja jestem przeznaczeniem Lulu, tylko Mira.
-Jest Twój. – Cmoknęłam brata w policzek i poszłam do łóżka swojego narzeczonego.
Leżał z zamkniętymi oczami. Usiadłam obok niego na łóżku i momentalnie jego metaliczne tęczówki skierowały na mnie wzrok. Uśmiechnęłam się smutno i zdjęłam pierścionek zaręczynowy. Podałam go Lulu.
-Misia... Co ty...?
-Wiem już wszystko. Mira mi powiedział jak to z wami jest. Nie mam prawa zakłócać tego. Wyjdziecie pewnie jutro, albo za dwa dni. Wtedy zabiorę was do mieszkania, a sama wyprowadzę się do domku mamy.
-Michalina, o czym Ty mówisz? – Aurel złapał mnie za rękę i spojrzał zszokowany na pierścionek.

-Nie rozumiesz? To nie ja jestem Ci pisana, tylko Mirek. Kochasz go prawda? – Patrzyłam mu prosto w oczy. Widziałam, że się waha w odpowiedzi. – Chce prawdy.
-No... Tak, kocham go. – Opuścił głowę i zostawił moją rękę w spokoju.
-Aurel... Ej, spójrz na mnie. – Z ociąganiem wykonał moją prośbę. – Nie jestem zła. Cieszę się wręcz, że tak to się skończyło. Nie bylibyśmy szczęśliwi jakbyś potajemnie spotykał się z moim bratem, wiesz? – Uśmiechnęłam się wrednie. Poczochrałam skamieniałego chłopaka po włosach i wstałam.
Wyszłam z sali i ruszyłam w stronę wyjścia.
-Panno Michalino! Pani już wychodzi? – Palczewski zatrzymał mnie w połowie drogi. – Wyjaśnione już wszystko zostało? Bo ktoś by musiał tych panów odebrać jutro około 15.
Przyjrzałam się uważnie lekarzowi. Był wysokim, umięśnionym brunetem. Jego usta układały się w delikatnym uśmiechu, a oczy iskrzyły się niczym gwiazdy.
Dotknęłam lekko jego ramienia, jakby w akcie pocieszenia.
-Niestety, ale osobiście to zrobię. Wszystko wyjaśnione. Za kilka dni zostawiam ich samych i wracam do rodzinnego domu. Nie mam prawa im przeszkadzać. – Westchnęłam cicho i zabrałam rękę z ramienia doktorka.
-Rozumiem. Sam kiedyś byłem w takiej sytuacji. Proszę mi uwierzyć, kiedyś znajdzie się ktoś, kto na panią będzie zasługiwał. – Brunet uśmiechnął się pocieszająco.
Odwzajemniłam uśmiech i wyciągnęłam do niego rękę.
-Michalina. – Obdarzyłam go najsłodszym uśmiechem, jaki miałam w rękawie.
-Marek. – Odpowiedział równie zniewalającym uśmiechem.
Gdy nasze dłonie zetknęły się, poczułam coś na wzór prądu przepływającego między naszymi palcami. Skierowałam zszokowane oczy na równie zdziwionego Marka. Wyciągnęłam z kieszeni kartkę z numerem telefonu i podałam mu ją. Ruszyłam w stronę wyjścia. 
Obejrzałam się ostatni raz za siebie już na parkingu. 
Nim założyłam kask zobaczyłam jak tam stoi.
Ten, który jest mi pisany.