Otworzyłam
powoli oczy i rozejrzałam się zdziwiona. Leżałam na środku jakiejś ogromnej
komnaty. Przez wysokie na kilka metrów okna wpadało słabe światło księżyca. Na
jasnych ścianach wisiały ogromne portrety różnych ludzi; jedni byli ubrani
niczym najbogatsza szlachta, inni w zbrojach rycerzy dzierżyli miecze siedząc
na koniach. Pod jedną ze ścian stały ogromne szafy z książkami. Z drugiej
strony stał kominek z palącym się drewnem, a naprzeciw stało ogromne mahoniowe
łoże.
Do
moich uszu dotarł odgłos kroków. Z zacienionego kąta wyszła wysoka postać.
Światło odbiło się od pomarańczowych tęczówek.
-Kim
jesteś? – Spytałam podnosząc się powoli z podłogi. Zadrżałam czując chłód. Miałam
na sobie jakąś cienką sukienkę do kolan, więc nic dziwnego że dostałam gęsiej
skórki.
-Twoim
sługą... – Długie, srebrne włosy dotknęły podłogi, gdy postać pochyliła się w
niskim pokłonie. - ...Panienko.
-O
czym Ty mówisz? Czym Ty właściwie jesteś? – Uniosłam jedną brew w akcie
zdziwienia.
-Nazywam
się Kohaku, panienko. Jestem jednym z pierwszych Upadłych i moim
przeznaczeniem jest służyć Tobie. – Kolejny pokłon, ale teraz już nie tak
niski.
Podeszłam
do niego powoli. Jego włosy sięgały niemal do pasa, delikatne rysy twarzy były
chłodne i obojętne, cienkie usta wyglądały jakby nie wiedziały co to uśmiech, a
pusty wzrok wwiercał się we mnie z uwagą. Był wyższy ode mnie. Ubrany był w
typowy strój kamerdynera. Okrążyłam go powoli, czując pod bosymi stopami
idealnie wyczyszczoną posadzkę. Z przodu wyglądał jakby stał prosto, ale plecy
miał przygarbione. Tylko coś mi nie pasowało...
-Zdejmij
to. – Warknęłam cicho, czekając aż zdejmie te staromodną marynarkę.
Gdy to
uczynił zobaczyłam to czego się spodziewałam. Skrzydła.
-Więc
to miałeś na myśli mówiąc że jesteś Upadłym? – Mruknęłam stając przed nim
ponownie. Jego piękne oczy nie wyrażały żadnych emocji. Z podziwem patrzyłam na
lśniące, czarne skrzydła, które powoli prostował.
-Tak
panienko. – Zmrużył oczy i chciał założyć z powrotem ten babciny materiał, ale
nie pozwoliłam mu na to zabierając od niego marynarkę.
-Nie
zakładaj. Chce je widzieć. – Wyciągnęłam rękę i dotknęłam delikatnie piór na
jego skrzydle. Zauważyłam jak zacisnął lekko rękę w pięść. – Boli Cię to?
-Nie...
Od dawna po prostu nikt ich nie dotykał. – Stanął bokiem pozwalając mi się dokładnie
oglądać.
-Anioły...
Anioły pierwsze upadły, pierwsze pokochały,
pierwsze zasady złamały, pierwsze szukały... Choć takie piękne pierwsze z Nieba
runęły i w nicości zniknęły. – Odsunęłam się od niego chcąc widzieć całą
jego postać. – Potrafisz latać?
Chyba
go trochę zdziwiła moja wypowiedź, bo rozszerzył oczy. Zreflektował się jednak
słysząc pytanie i złożył skrzydła, tak aby ściśle przylegały do jego pleców.
-„Każdy Upadły Anioł połamane skrzydła ma, by
nie mógł w niebo się wzbić...
-...Przestać oddychać i przestać żyć.” –
Dokończyłam za niego. Doskonale znałam ten cytat. Skąd? Nie mam pojęcia, ale
wiedziałam, że kryje się za nim wiele bólu.
Bursztynowe tęczówki uraczyły mnie spojrzeniem.
-Wygląda
na to, że nie trafiłem gorzej niż myślałem. Co wiesz o Upadłych panienko? –
Pomyliłam się. Jego usta doskonale wiedzą jak się uśmiechać, a przynajmniej w
drwiący sposób.
-Anioły
jako pierwsze zaznały smaku miłości. To w ich sercach ktoś mógł zagościć. Jednak
poznały one także smak cierpienia i ciągłej zdrady. Po jakimś czasie nie dawały
rady, a ich skrzydła coraz bardziej w mrok się zmieniały. Niektóre zakuły się w kajdany i zapomniały czym jest ból. Inne z
czarnymi, ciężkimi skrzydłami nie mogły już dłużej utrzymać się między chmurami
Nieba. Upadły. Runęły niczym gwiazdy na ziemię. Brały udział w ludzkiej
historii od samego początku. Pomagały ludziom, ale nigdy za darmo. Mówi się, że
pożerały ludzkie dusze chcąc oczyścić swoje skrzydła. Te, którym się to udały i
tak nie mogły wrócić do Raju, bo... – Zawiesiłam głos. Dalsza część historii
nie mogła mi przejść przez gardło.
-Bo
wtedy by umarły. Przekroczenie Bram Niebieskich oznacza śmierć. Upadłe
Anioły... Zamknięci w klatkach „buntownicy wolności”. Czymże jesteśmy? - Zagrożeniem dla świata - Nie potrafili
znieść naszych słów, więc zakneblowali nam usta - By ukryć prawdę – Złamano i podcięto nam skrzydła – Byście nie odlecieli – Obdarto nas z
szat – by was upokorzyć – Ale nigdy,
przenigdy nie zabrano nam godności. – Spojrzał na mnie prostując się dostojnie
i rozkładając szeroko skrzydła.
Brudni i wycieńczeni. Ranni i poniżeni.
Lecz dumni.
-Panienko...
– Zamrugałam kilka razy i zwróciłam na niego pożądaną uwagę. – Tylko tu
będziesz mnie mogła spotkać. Tylko tu mogę Ci służyć, a przynajmniej na razie.
Poza tym czas naszego spotkania dobiega końca.
-O
czym Ty mówisz?
Nie
usłyszałam co mówi. W głowie zadzwonił mi znajomy dzwonek.
Zerwałam
się z łóżka oddychając ciężko. Siedziałam na swoim małym, niewygodnym łóżku, w
swojej kawalerce. Sen...?
~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~
Kohaku - japońskie imię oznaczające "bursztyn"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz