13 mar 2015

Moje życie (epilog)

W pewnym małym domku na przedmieściach słychać było, jak co tydzień, głośny śmiech dwójki dzieci, prośby ich ojców o ciszę, oraz nucącą spokojnie kobietę w kuchni.
-Marek do cholery, jak Ty córkę wychowałeś, że cały czas tak zawzięcie ciągnie Alana wszędzie, tylko nie na obiad? – Zmęczony blondyn opadł na kanapę i spojrzał na swojego rozmówcę.
-Mam Ci przypomnieć, kto jest jej matką? – Ironiczne spojrzenie bruneta mówiło samo za siebie.
-Ta... W sumie to by tłumaczyło, czemu Alan nawet bez towarzystwa Karoliny jest taki nieznośny. – Zbiorowe westchnięcie poniosło się po pokoju.
-To kwestia genów. Musiały się w kogoś wdać, a że ich matka jest diabłem w anielskiej postaci to już inna sprawa...
-Niestety...
-Ja was słyszę! – Obaj mężczyźni podskoczyli słysząc za sobą głos obgadywanej kobiety.
Odwrócili się niepewnie i zobaczyli niebezpiecznie wyglądający nóż kuchenny w rękach rudowłosej.
-Jak Wam coś nie pasuje to razem z dziećmi się wyprowadzimy! Będziecie mieli święty spokój. Tylko jestem ciekawa, co wtedy Mira by zrobił... – Michalina spojrzała sugestywnie na swojego byłego narzeczonego.
-Pojechałbym z Tobą siostrzyczko. Wolę mieć mojego diabełka, Ciebie i drugiego diabełka niż użerać się z takim facetem. – Czarnowłosy mężczyzna wszedł do salonu i cmoknął swoją siostrę w policzek.
-I Ty Brutusie przeciwko mnie...? – Aureliusz zrobił smutną minkę patrząc na swojego ukochanego.
-Ale taka prawda. Zresztą nie pozwolę żeby ktoś mi siostrę oczerniał. – Rodzeństwo złapało się za ręce i stanęło w pozie z serii „tego muru nie przebijesz, więc się poddaj”.
-Przepraszamy... – Nastąpiło zbiorowe błaganie o wybaczenie, aby zapobiec kłótni.
Po chwili dwójka dzieci wbiegła do pokoju ze śmiechem. Chłopiec i dziewczynka – Alan i Karolina. Wyglądali niemal jak typowe rodzeństwo. Różnił ich jedynie wiek, kolor włosów i ojcowie.
Alan był nieślubnym dzieckiem Michaliny i Aureliusza. Postanowiono, że chłopiec zamieszka wraz z ojcem i jego partnerem, – czyli swoim wujkiem. Wyglądał niemal identycznie jak Mirek, gdy był mały. Jedyna różnica polegała na kolorze włosów, które były jasne jak u Aurela.
Karolina miała tę samą matkę, co Alan, lecz jej ojcem był Marek. Córka odziedziczyła po ojcu brązowe, proste włosy, lecz poza tą różnicą wyglądała jak mała kopia swojej mamy. Mieszkała razem ze swymi biologicznymi rodzicami, którzy niedługo przed jej narodzinami pobrali się.
Te dość ekscentryczne rodziny żyły w pełnej harmonii ze sobą i innymi. Dzieci wiedziały, że są rodzeństwem, ale głębsze wyjaśnienia im nie były potrzebne. Cieszyli się sobą, swoim życiem i szczęściem, jakie otrzymali.
Michalina wraz z mężem mieszkali w domu jej matki, która zmarła niedługo po urodzeniu się jej wnuczki. Kobiecie bardzo zależało na szczęściu rodziny, dlatego za wszelką cenę chciała pomóc swoim dzieciom kosztem własnego zdrowia.
Mirek wraz z Aureliuszem mieszkali w bloku. Dwupokojowe mieszkanie było dla nich idealne, bo i oni mieli własny kąt i ich synek. Mirek zajmował się dzieckiem i domem niczym przykładna matka i żona. Aurel natomiast zarabiał na nich.
Ta dziwna i specyficzna rodzina miała więcej kłótni na koncie niż parlament; więcej radości od niejednego optymisty; a przede wszystkim więcej miłości niż każdy mógłby dać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz