W pewnym małym domku na przedmieściach słychać było, jak co
tydzień, głośny śmiech dwójki dzieci, prośby ich ojców o ciszę, oraz nucącą
spokojnie kobietę w kuchni.
-Marek do cholery, jak Ty córkę wychowałeś, że cały czas
tak zawzięcie ciągnie Alana wszędzie, tylko nie na obiad? – Zmęczony blondyn
opadł na kanapę i spojrzał na swojego rozmówcę.
-Mam Ci przypomnieć, kto jest jej matką? – Ironiczne
spojrzenie bruneta mówiło samo za siebie.
-Ta... W sumie to by tłumaczyło, czemu Alan nawet bez
towarzystwa Karoliny jest taki nieznośny. – Zbiorowe westchnięcie poniosło się
po pokoju.
-To kwestia genów. Musiały się w kogoś wdać, a że ich matka
jest diabłem w anielskiej postaci to już inna sprawa...
-Niestety...
-Ja was słyszę! – Obaj mężczyźni podskoczyli słysząc za
sobą głos obgadywanej kobiety.
Odwrócili się niepewnie i zobaczyli niebezpiecznie
wyglądający nóż kuchenny w rękach rudowłosej.
-Jak Wam coś nie pasuje to razem z dziećmi się
wyprowadzimy! Będziecie mieli święty spokój. Tylko jestem ciekawa, co wtedy
Mira by zrobił... – Michalina spojrzała sugestywnie na swojego byłego
narzeczonego.
-Pojechałbym z Tobą siostrzyczko. Wolę mieć mojego
diabełka, Ciebie i drugiego diabełka niż użerać się z takim facetem. –
Czarnowłosy mężczyzna wszedł do salonu i cmoknął swoją siostrę w policzek.
-I Ty Brutusie przeciwko mnie...? – Aureliusz zrobił smutną
minkę patrząc na swojego ukochanego.
-Ale taka prawda. Zresztą nie pozwolę żeby ktoś mi siostrę
oczerniał. – Rodzeństwo złapało się za ręce i stanęło w pozie z serii „tego
muru nie przebijesz, więc się poddaj”.
-Przepraszamy... – Nastąpiło zbiorowe błaganie o
wybaczenie, aby zapobiec kłótni.
Po chwili dwójka dzieci wbiegła do pokoju ze śmiechem.
Chłopiec i dziewczynka – Alan i Karolina. Wyglądali niemal jak typowe
rodzeństwo. Różnił ich jedynie wiek, kolor włosów i ojcowie.
Alan był nieślubnym dzieckiem Michaliny i Aureliusza.
Postanowiono, że chłopiec zamieszka wraz z ojcem i jego partnerem, – czyli
swoim wujkiem. Wyglądał niemal identycznie jak Mirek, gdy był mały. Jedyna
różnica polegała na kolorze włosów, które były jasne jak u Aurela.
Karolina miała tę samą matkę, co Alan, lecz jej ojcem był Marek.
Córka odziedziczyła po ojcu brązowe, proste włosy, lecz poza tą różnicą wyglądała
jak mała kopia swojej mamy. Mieszkała razem ze swymi biologicznymi rodzicami,
którzy niedługo przed jej narodzinami pobrali się.
Te dość ekscentryczne rodziny żyły w pełnej harmonii ze
sobą i innymi. Dzieci wiedziały, że są rodzeństwem, ale głębsze wyjaśnienia im
nie były potrzebne. Cieszyli się sobą, swoim życiem i szczęściem, jakie
otrzymali.
Michalina wraz z mężem mieszkali w domu jej matki, która
zmarła niedługo po urodzeniu się jej wnuczki. Kobiecie bardzo zależało na
szczęściu rodziny, dlatego za wszelką cenę chciała pomóc swoim dzieciom kosztem
własnego zdrowia.
Mirek wraz z Aureliuszem mieszkali w bloku. Dwupokojowe
mieszkanie było dla nich idealne, bo i oni mieli własny kąt i ich synek. Mirek
zajmował się dzieckiem i domem niczym przykładna matka i żona. Aurel natomiast
zarabiał na nich.
Ta dziwna i specyficzna rodzina miała więcej kłótni na koncie
niż parlament; więcej radości od niejednego optymisty; a przede wszystkim
więcej miłości niż każdy mógłby dać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz