Pamiętasz mnie jeszcze?
Ciągle
jeszcze wspominam wspólne spędzone chwile. Chyba nigdy nie dam rady zapomnieć
Twojego śmiechu. Był niczym orzeźwiający deszcz po długiej suszy.
Pamiętasz, kim byłam dawniej?
Kiedy
Cię poznałam byłam jeszcze dzieckiem. Przynajmniej tak myślałam. Z czasem
jednak uświadomiłeś mi, że już nie jestem małą księżniczką. Zrobiłeś ze mnie
dorastającą królewnę.
Pamiętasz, co mi mówiłeś?
Często
mi powtarzałeś, że jestem piękna, że mam niezwykły charakter, że jestem niczym
nieoszlifowany kamień. Chciałeś zrobić ze mnie diament, oprawić i zamknąć z
dala od innych; abym zawsze już była przy tobie.
Dlaczego akurat ja?
Na to
pytanie zawsze odpowiadałeś tak samo. Nieważne, kiedy i gdzie o to pytałam.
Zawsze była jedna odpowiedź. Niezmienna przez kilka lat, jeszcze zanim zaczęliśmy ze sobą chodzić powtarzałeś mi to. Bez względu na twój
humor zawsze się uśmiechałeś mówiąc to jedno zdanie.
„Wybrało Cię moje serce.”
Na
każdą miesięcznicę dostawałam różyczkę i czekoladę. Na naszą pierwszą rocznicę
zabrałeś mnie nad jezioro. Spędziliśmy tam cudowne i intymne chwile. Pierwszy
raz czułam się jak prawdziwa królowa. Już nie jakaś mała królewna, która nie wie,
czego pragnie. W tamtej chwili pragnęłam tylko Ciebie. Dałeś mi niezwykłą
pamiątkę tego wieczoru. Naszyjnik z małym, kryształowym serduszkiem. Długo będę
pamiętać moje łzy na jego widok.
Coś się zmieniło.
Z
czasem coraz trudniej było nam się porozumieć. Często gdzieś wyjeżdżałeś
zostawiając mnie samą. Aby nie mieć wyrzutów sumienia kupowałeś mi różne
ubrania, słodycze i ozdoby. Cieszyłam się jak dziecko z każdej rzeczy, lecz w
środku płakałam, bo wiedziałam, że celowo mnie zostawiasz.
Jak długo to trwało?
Mijały
już prawie dwa lata naszej „bajki”. Jednak dziś widzę, że to już nie była ta
sama historia, co na początku. Dawniej każdy wspólny wieczór spędzaliśmy na
rozmowach i oglądaniu filmów, a nie w łóżku. Dawniej potrafiłeś czytać z moich
oczu i nie musiałeś pytać, na co mam ochotę w danej chwili. Dawniej dokładnie
znałeś moją garderobę, więc nie pytałeś cały czas „to nowa bluzka?”. Zwłaszcza,
gdy sam ją ze mnie zdejmowałeś parę dni wcześniej. Jednak najbardziej dał mi do
myślenia moment, w którym dałeś mi zieloną herbatę, choć mówiłam nie raz, że
jej nienawidzę.
Ile jeszcze miałam cierpieć?
Zrobiłam
pewnego dnia awanturę o to wszystko. Gdy ja krzyczałam przez łzy Ty tylko
stałeś i wszystkiemu zaprzeczałeś. W końcu nie wytrzymałeś i złapałeś mnie za
ramiona z taką siłą, że przez tydzień miałam siniaki. Pomimo moich protestów
wysyczałeś mi prosto w twarz, że mam przestać zmieniać się we własną matkę i Ci
zaufać. Jakby pod przymusem powiedziałeś, że mnie kochasz, a ja sobie coś
ubzdurałam. Znowu.
To bolało najbardziej.
Zamknęłam
ten temat razem ze swym sercem. Dalej trwałam w tym teatrze coraz bardziej
zatracając się w roli zakochanej do szaleństwa dziewczyny. Przymykałam oczy na
to, że coraz więcej palisz, a alkohol czuć od ciebie na kilometr. Starałam się
nie przejmować tym, że coraz częściej przesiadujesz w barze.
Raniłeś mnie już nie tylko psychicznie.
Któregoś
dnia, gdy przyszłam byłeś nie dość, że upity to jeszcze naćpany. Odruchowo
chciałam cię skrzyczeć. Twoja ręka skutecznie mi to uniemożliwiła. Przez dwa
tygodnie zakrywałam paskudny siniak na policzku i przez dwa tygodnie cię nie
odwiedzałam i nie odbierałam telefonu.
Nie chciałeś przeprosić.
Kiedy
łaskawie pojawiłam się w twoim mieszkaniu wyzwałeś mnie. Widząc jednak moją
niewzruszoną minę zreflektowałeś się. Zrobiłeś skruszoną minę i obiecałeś, że
się to więcej nie powtórzy. Kupiłeś mi bukiet róż, które zwiędły po dwóch
dniach.
Czy to był znak?
Od
tamtego czasu nie rozmawialiśmy za dużo. Ty coraz częściej wyjeżdżałeś, a ja
coraz częściej wychodziłam ze znajomymi. Stres, jaki mnie zżerał uspokajałam
nikotyną. Wyjechałam do rodziny na pewien czas. Postanowiłam jednak wrócić
wcześniej i zrobić ci niespodziankę.
To ja dostałam niespodziankę.
Przyjechałam
do ciebie do mieszkania, weszłam po cichu i zakradłam się do sypialni. Był
późny wieczór, więc myślałam, że śpisz. To, co zastałam zniszczyło wszystko, co
nas łączyło.
Czego mi do niej brakowało?
Gdy
zobaczyłam przez uchylone drzwi burzę blond włosów, nad twoim torsem, nie
wytrzymałam. Trzasnęłam drzwiami wchodząc do pokoju, zabrałam nasze zdjęcie, na
które bezczelnie patrzyłeś kilka sekund wcześniej i roztrzaskałam je na
podłodze. W między czasie wstałeś, a ja uderzyłam cię z taką siłą, że wpadłeś na te zdzirę.
Pamiętasz te brawa sąsiadów?
Zrobiłam
awanturę na cały blok. Wszyscy wyszli na korytarz i słuchali jak krzyczę na
ciebie. Tłum zawył wściekle, gdy mnie spoliczkowałeś w drzwiach wyjściowych,
lecz zanim ktoś się obejrzał leżałeś u moich nóg z rozwalonym nosem. Jakaś pani
poklepała mnie po ramieniu widząc, że nawet nie płaczę.
Nie umiałam już nawet płakać.
W
ostatnim czasie cały ten stres usypiałam żyletką. Gdy teraz patrzę na swoje
ręce nie czuję wstydu ani żalu. Czuję jedynie dumę, że nie zrobiłam głębszych
cięć. Teraz wiem, że nie byłoby warto. Nie z twojego powodu.
Pamiętaj:
To dzięki tobie oboje jesteśmy oszpeceni
bliznami
I to dzięki tobie żadne z nas już nigdy
nie znajdzie miłości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz