1 maj 2015

Mój sen 2



Cały dzień chodziłam zamyślona. Dalej nie mogłam stwierdzić, co ten sen oznaczał. Najdziwniejsze było to, że gdy się obudziłam moje nogi były zmarznięte, a w ręku miałam czarne pióro.
-Skarbie wszystko dobrze?
-A czemu pytasz?
-Bo wlałaś sobie soku pomarańczowego do kawy zamiast mleka i właśnie to pijesz.
Wyplułam zawartość moich ust wprost na Daniela.
-O kurczę, przepraszam…! – Rzuciłam się z chusteczkami żeby ratować jego bluzkę.
-Ty gapo…, O czym tak rozmyślasz? – Kasztanowe tęczówki wpatrzyły się we mnie.
-O niczym, tylko… Miałam dzisiaj dziwny sen. – Zaczęłam mu dokładnie opowiadać o tym śnie, jednocześnie zapierając jego błękitną koszulkę.
Gdy skończyłam posadził mnie sobie na kolanach i wtulił twarz w moje czarne loki.
-Kasiu… Na pewno się dobrze czujesz? To jest niemożliwe żebyś po przebudzenia miała pióro w ręku. Masz je w ogóle czy sobie żartujesz? – Spojrzałam na niego zdenerwowana.
-Masz mnie za idiotkę i kłamczuchę? Mam to pióro, ale w pokoju pod poduszką. – Urażona jego słowami wstałam i ruszyłam do sypialni.
Moje mieszkanie było tak małe, że podchodziło pod kawalerkę. Zaraz po wejściu do niego był mały przedsionek, a zaraz potem niewielki salon połączony z kuchnią. Znajdowała się w nim kanapa, telewizor i biblioteczka z książkami. Na prawo były dwie pary drzwi. Jedne prowadziły do łazienki, w której cudem zmieszczono pralkę, prysznic, toaletę i umywalkę. Za drugimi drzwiami znajdował się mój azyl. Sypialnia, w której poza łóżkiem i jedną komodą na ubrania nie znajdowało się nic poza książkami. Nie opłacało się kupować półek ani tym podobnych rzeczy, bo i tak by się nie pomieściły.
Jako typowy mól książkowy miałam najróżniejsze egzemplarze wydawanych książek w ostatnich latach. Wszystkie były poustawiane w równych stosach, posortowane kategoriami i ułożone alfabetycznie. Nikt poza mną nie wiedział gdzie, jakiej książki szukać, bo nie wzorowałam się normami. U mnie książka dostawała swoje miejsce dopiero, gdy ją przeczytałam, bo tylko wtedy mogłam określić, do jakiej kategorii mogę ją przydzielić.
Wszystkie książki, które czekały na swoją kolej stały na półkach w biblioteczce w salonie. Za każdym razem, gdy moja siostrzenica przyjeżdżała twierdziła, że kocham tylko czytać i nie interesuje mnie nic poza tym.
Wszyscy się zdziwili, gdy największe ciacho w okolicy zostało moim chłopakiem. Co prawda nie byliśmy jak typowa para, ale najważniejsze było to, że idealnie się dopełnialiśmy. Ja byłam jak chodząca encyklopedia, a on tłumaczył na „normalny” moje wypowiedzi osobom niedokształconym w niektórych dziedzinach. Dzięki Danielowi zrozumiałam jak ekscytujące są dyskoteki, a on zrozumiał, że wygląd to jednak nie wszystko.
Gdy tak leżałam na swoim łóżku i podziwiałam czarne pióro, drzwi do pokoju otworzyły się powoli, a po chwili obok mnie usiadł brunet.
-Kasia… Proszę, nie gniewaj się. Przecież wiesz, że to nie brzmi normalnie i mam prawo nie uwierzyć od razu. To brzmi raczej jak bajka niż sen, po którym masz pamiątkę. – Przygarnął mnie ramieniem kładąc się obok.
Wtuliłam się w jego tors i zamknęłam oczy. Tak bardzo mi na nim zależało, chociaż wiedziałam, że w każdej chwili mogę go stracić. Podniosłam rękę, w której trzymałam pozostałość po moim śnie tak, aby mógł ją zobaczyć. Poczułam jak wstrzymuje oddech.
-Ty naprawdę nie żartujesz… - Jego niedowierzający wzrok spoczął na mnie. Uśmiechnęłam się cierpko i kiwnęłam głową. – Ale jak to możliwe? To przecież nie może być prawdą. Takie rzeczy dzieją się tylko w filmach albo książkach.
-To może jesteśmy w jakimś filmie, cholera wie. Jedno jest pewne: Kohaku przyśni mi się ponownie. W innym wypadku nie miałabym jego pióra. – Przytuliłam się mocniej do Daniela. 
-W takim razie poczekamy i zobaczymy. Powiedział, że jesteś jego panią nie? W takim razie nic złego ci się nie stanie, poza tym równie dobrze on może być tym przysłowiowym „aniołem stróżem” i się tobą opiekować od tej pory. – Cmoknął mnie w czoło i odłożył pióro na jedną ze stert książek.
Jak powiedział, tak zrobiliśmy. Uspokojona w pewnym stopniu przetrwałam jakoś ten dzień.
______________________________________

Leżałam na czymś niezwykle miękkim i delikatnym, lecz czując powoli ogarniający mnie chłód podniosłam się do siadu i rozejrzałam wkoło.
Tak jak myślałam, byłam w tym samym pokoju, co ostatniej nocy. Te same obrazy, ten sam wygasły kominek, to samo wielkie łoże i ta sama postać stojąca w cieniu.
Zeszłam powoli z jedwabnej pościeli i uśmiechnęłam się lekko.
-Witaj panienko. - Srebrne włosy niemal dotknęły podłogi, gdy się ukłonił.
Kiwnęłam jedynie głową w odpowiedzi. Lekko uniesiona brew, w geście podziwu, upewniła mnie o słuszności mojego podejścia do niego. W końcu jest moim służącym, nie? Nie powinnam się z nim spoufalać.
-Jak się podoba panience nowa kreacja?  - Widząc sugestywne spojrzenie, przyjrzałam się temu, co mam na sobie.
Krwisto czerwona sukienka sięgała mi do kolan. Miała rozkloszowany dół, czarną kokardę w talii, i delikatne ramiączka. Była po prostu piękna. Na nogach miałam czarne koturny na wysokim obcasie. Moje włosy były rozpuszczone i opadały falami na plecy oraz ramiona. Okręciłam się i widząc jak sukienka faluje pod wpływem tego ruchu uśmiechnęłam się delikatnie do jasnowłosego.
-Jest piękna, dziękuje. Jeszcze nigdy takiej nie miałam. - Ponownie okręciłam się w miejscu, unikając jego świdrującego spojrzenia. - Dużo dzisiaj mamy czasu?
-Z tego, co wiem to za osiem godzin wstajesz. - Jego ironiczny uśmiech zdenerwował mnie lekko.
-Nie jesteśmy na "ty". Zresztą we śnie czas inaczej płynie.
Ruszyłam powoli w stronę regałów z książkami, które stały, za Kohaku.
- Proszę o wybaczenie. -Chyba myślał, że idę do niego w sprawie tamtej wypowiedzi, bo uklęknął na jedno kolano i pochylił nisko głowę.
-Udzielam. - Poklepałam go po ramieniu i podeszłam do książek.
Na grzbietach nie było napisanych tytułów, do tego wszystkie były tak samo oprawione. Wyciągnęłam jedną i otworzyłam na pierwszej stronie. Na samym środku kartki było napisane:
„Żeglując między chmurami"
Zaciekawiona przewinęłam kilka kartek i przeczytałam pierwszy lepszy akapit.
„Pomimo ciągłych walk o wolność, kolejne Anioły były strącane z Nieba. To okrutne jak jedno pragnienie może powodować tyle bólu.
Moja przyjaciółka, Tsukiko*, ma coraz ciemniejsze skrzydła. Coraz trudniej jest jej się utrzymać między chmurami Nieba. Martwię się o nią, bo jeśli ona upadnie zostanę tutaj sama. Poza nią, nie mam już nikogo.
Większość Aniołów żegna się już zawczasu ze swoimi podopiecznymi. Niektórzy nie zdążyli i teraz pewnie zamartwiają się, co z ich przybranymi dziećmi.
Cieszę się, że Tsu walczy o należną jej wolność. Z drugiej jednak strony nie chcę zostać sama, dryfując na swojej łodzi między chmurami. W dodatku w samym środku wojny.
Tak bardzo się boję, że...”
-Panienko, z całym szacunkiem, ale nie powinno się czytać książki od środka. – Kohaku stanął tuż za mną. Zaśmiałam się cicho, bo poruszone jego oddechem włosy połaskotały mnie po szyi.
-Nie przerywa się innym w czytaniu wiesz? – Spojrzałam na niego nadąsana. – Czemu na tych książkach nie ma napisanych tytułów?
-Nie ocenia się książki po okładce. Za każdym razem, gdy otworzysz jakąś książkę treść się zmienia, więc, po co im tytuły, które byłyby błędne? – Ponownie uniósł brew, a ja tylko cmoknęłam z niesmakiem.
-Jaki ma to sens? Wtedy nie będzie można jej drugi raz przeczytać, albo dokończyć. – Skrzywiłam się i wpatrzyłam w grzbiety książek.
-Treść książki dostosowuje się do potrzeb osoby, która ją trzyma. Jeśli zapragnie się przeczytać jakąś specjalną książkę to wystarczy o niej pomyśleć, otworzyć na pierwszej stronie i już. Ot cała logika. – Kohaku przesunął palcami po półce, po czym odsunął się na odległość dwóch metrów.
-Strasznie to dziwne... A właśnie! – Poszukałam wzrokiem bursztynowych oczu. – Czemu, gdy się obudziłam, miałam Twoje pióro w ręku?
-Pióro...? Przecież to za wcześnie... – Przymknął powieki wpatrując się we mnie intensywnie. – Proszę ze mną panienko.
Ruszył w stronę jedynych drzwi w pokoju, otworzył je i czekał aż pierwsza przez nie przejdę.
~*~*~*~**~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Tsukiko* - z j.jap. "dziecko księżyca"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz