4 lut 2015

Moje życie (rozdział 5)

-Bo ten... Lulu akurat mnie całował jak tamten palant przywalił w nas... Nie kłóciliśmy się o radio tylko... No wiesz... – Ledwie usłyszałam, co on tam sepleni pod nosem. Nie dość, że wpatrywał się w swoje dłonie, to jeszcze mówił cicho jak na spowiedzi.
-Mirosławie Andrzeju Juszczak, masz mi w tej chwili powiedzieć jak długo trwa twój romans z MOIM chłopakiem. – Spojrzałam na niego z takim chłodem, że aż skamieniał.
-Eee... Rok. – Teraz to ja siedziałam jak sparaliżowana. – Miśka proszę Cie zrozum! Zanim zaczniesz krzyczeć i bić wysłuchaj mnie. – Mirek wziął głęboki oddech i spojrzał mi prosto w oczy. - Aurel od początku mi się podobał. Dobrze wiesz, że zawsze miałem słabość do takich opiekuńczych mężczyzn. Na jakiejś imprezie, półtora roku temu, kiedy Ty leżałaś z Zośką w salonie my... No wiesz co. Byliśmy tak upici, że nie wiedzieliśmy, co robimy. Nad ranem jak wszystko do nas dotarło uznaliśmy to za wypadek. Potem była cała ta akcja z Alexem. Pół roku byłem ciągany po sądach i moja psychika powoli wyczerpywała swój limit. Zaczynałem popadać w depresje. Pewnego wieczora przyszedł on. – Kiwnął lekko głową w kierunku łóżka, na którym leżał mój narzeczony. – Przyniósł piwo, jakieś filmy i... No i siedział ze mną. A ja tuliłem się do niego i ryczałem co jakiś czas. W pewnym momencie... Zapragnąłem dostać to, co wtedy na imprezie. Znowu chciałem mieć przy sobie to rozgrzane ciało, czuć ten delikatny dotyk na skórze i miękkie wargi. Więc po prostu usiadłem mu na kolanach i wziąłem to, czego chciałem. Na początku opierał się, ale potem... Michaś ja się w nim zakochałem. Nie wiem, w którym momencie, nie wiem dlaczego, ale... Ja go kocham. Kocham go tak jak opowiadała mama. A... Czy Ty na pewno go kochasz? – Wpatrywałam się w jego tak podobne do moich oczy.
Dopiero teraz do mnie dotarło, że wcale nie jesteśmy podobni. Rysy twarzy, kolor włosów, styl mówienia, charaktery... To wszystko nas różni. Jedynie oczy mamy takie same. Ciemno zielone ze złotymi refleksami przy źrenicach.
Wreszcie zrozumiałam. To nie ja potrzebowałam miłości. Ja chciałam być niezależna, wolna, w pełni świadoma tego, co robię i jak robię. Impulsywność, uczuciowość i brak samokontroli to były cechy Miry.
„-Mamusiu, a co się czuje jak się kogoś kocha? – Dwójka małych dzieci siedziała przed swoją mamą na łóżku.
Kobieta spojrzała najpierw na syna, potem na córkę i powiedziała:
-Widzicie... Gdy się kogoś kocha szczerze to zrobi się dla tej osoby wszystko. Gdy całuje się taką osobę czuje się motyle w brzuchu. Każdy, nawet najmniejszy dotyk na samym początku jest niczym porażenie prądem. Jeśli nie znamy tej osoby do końca, a czujemy takie draśnięcie to powinniśmy tę osobę zatrzymać przy sobie.
-Ale dlaczego? – Spytał czarnowłosy chłopiec.
-Ponieważ przeznaczenie daje nam tylko jedną, jedyną okazję na prawdziwą miłość. Jeśli nie wykorzystamy tej szansy ona nigdy nie wróci. Możemy potem jeszcze kogoś kochać, ale to nie będzie „to”. Rozumiecie?
Brązowowłosa kobieta uśmiechnęła się do swoich potakujących pociech.
-A, co jeśli w pewnym momencie w tę miłość zwą... zwątepe... – Rudowłosa dziewczynka starała się dokończyć zdanie, ale z marnym skutkiem.
-Zwątpimy? – Podpowiedziała matka i zamyśliła się widząc potwierdzające spojrzenie córki. – Wtedy trzeba zrobić sobie przerwę. Nie widywać się z tą osobą dłuższy czas, a gdy przy spotkaniu poczujemy motylki albo draśnięcie prądu to znaczy, że to jest miłość.
-Mamo, a co jeśli ktoś będzie myślał, że to miłość, ale tak nie będzie? – Chłopiec ponownie zadał pytanie.
-Wiesz skarbie, wtedy trzeba się porównać do kogoś. Znaleźć osobę, która różni się dosłownie wszystkim poza jedną rzeczą. Może to być kolor włosów, rysy twarzy albo oczy. Wtedy należy sprawdzić czy to nie ta osoba właśnie jest drugą połówką twojej domniemanej miłości.
-Ale wtedy my zostaniemy sami. – Dziewczynka spojrzała zniesmaczona na swoją mamę.
-Owszem, ale jeśli pozwolimy tym osobom na miłość, to sami będziemy mieli możliwość znalezienia drugiej części swojego serca.”
-Mi, słyszysz mnie? – Machnięcie ręki przed oczami sprowadziło mnie na ziemie.
Wzdrygnęłam się i przyjrzałam Mirkowi. Teraz już byłam pewna. To nie ja jestem przeznaczeniem Lulu, tylko Mira.
-Jest Twój. – Cmoknęłam brata w policzek i poszłam do łóżka swojego narzeczonego.
Leżał z zamkniętymi oczami. Usiadłam obok niego na łóżku i momentalnie jego metaliczne tęczówki skierowały na mnie wzrok. Uśmiechnęłam się smutno i zdjęłam pierścionek zaręczynowy. Podałam go Lulu.
-Misia... Co ty...?
-Wiem już wszystko. Mira mi powiedział jak to z wami jest. Nie mam prawa zakłócać tego. Wyjdziecie pewnie jutro, albo za dwa dni. Wtedy zabiorę was do mieszkania, a sama wyprowadzę się do domku mamy.
-Michalina, o czym Ty mówisz? – Aurel złapał mnie za rękę i spojrzał zszokowany na pierścionek.

-Nie rozumiesz? To nie ja jestem Ci pisana, tylko Mirek. Kochasz go prawda? – Patrzyłam mu prosto w oczy. Widziałam, że się waha w odpowiedzi. – Chce prawdy.
-No... Tak, kocham go. – Opuścił głowę i zostawił moją rękę w spokoju.
-Aurel... Ej, spójrz na mnie. – Z ociąganiem wykonał moją prośbę. – Nie jestem zła. Cieszę się wręcz, że tak to się skończyło. Nie bylibyśmy szczęśliwi jakbyś potajemnie spotykał się z moim bratem, wiesz? – Uśmiechnęłam się wrednie. Poczochrałam skamieniałego chłopaka po włosach i wstałam.
Wyszłam z sali i ruszyłam w stronę wyjścia.
-Panno Michalino! Pani już wychodzi? – Palczewski zatrzymał mnie w połowie drogi. – Wyjaśnione już wszystko zostało? Bo ktoś by musiał tych panów odebrać jutro około 15.
Przyjrzałam się uważnie lekarzowi. Był wysokim, umięśnionym brunetem. Jego usta układały się w delikatnym uśmiechu, a oczy iskrzyły się niczym gwiazdy.
Dotknęłam lekko jego ramienia, jakby w akcie pocieszenia.
-Niestety, ale osobiście to zrobię. Wszystko wyjaśnione. Za kilka dni zostawiam ich samych i wracam do rodzinnego domu. Nie mam prawa im przeszkadzać. – Westchnęłam cicho i zabrałam rękę z ramienia doktorka.
-Rozumiem. Sam kiedyś byłem w takiej sytuacji. Proszę mi uwierzyć, kiedyś znajdzie się ktoś, kto na panią będzie zasługiwał. – Brunet uśmiechnął się pocieszająco.
Odwzajemniłam uśmiech i wyciągnęłam do niego rękę.
-Michalina. – Obdarzyłam go najsłodszym uśmiechem, jaki miałam w rękawie.
-Marek. – Odpowiedział równie zniewalającym uśmiechem.
Gdy nasze dłonie zetknęły się, poczułam coś na wzór prądu przepływającego między naszymi palcami. Skierowałam zszokowane oczy na równie zdziwionego Marka. Wyciągnęłam z kieszeni kartkę z numerem telefonu i podałam mu ją. Ruszyłam w stronę wyjścia. 
Obejrzałam się ostatni raz za siebie już na parkingu. 
Nim założyłam kask zobaczyłam jak tam stoi.
Ten, który jest mi pisany.

1 komentarz: