Świat
jest piękny. Każdy dzień jest wyjątkowy. Ze wszystkimi problemami dam sobie
radę, jestem młoda, silna, w końcu mi się uda.
Kolejny
poranek. Szybkie ogarnięcie w łazience, śniadanie, tabletki, trzeba się ubrać i
iść do szkoły. Na biologii sprawdzian, z matematyki kartkówka, z polskiego
recytacja. Na przerwie trochę plotek, kumpel znowu siedzi zbyt blisko często
się uśmiechając. Wracam do domu, jem obiad, biorę tabletki. Odrabiam zadania,
biegnę na basen, krótki spacer z chłopakiem. Wieczorem czytam książkę, kolacji
nie jem, ale tabletki wzięłam.
To był
poniedziałek. We wtorek miałam zawody sportowe, rozbiłam sobie kolano. Kolega
pomógł mi wrócić do domu. Jego ręce były trochę zbyt opiekuńcze. Ominęło mnie
kino z przyjaciółkami, ale chłopak wpadł z jakąś tandetną komedią. Nie
spodobały mu się sms'y od nieznanego mu chłopaka. Na szczęście pamiętałam o
tabletkach.
Spojrzenia,
dotyk i zainteresowanie moją osobą rosło. Czułam się odcinana od innych, nie
mogłam spędzić chwili z ukochanym bez sms'ów. Nic nie mówiłam, nawet mi się
podobało to zainteresowanie. Ważne, że miałam tabletki.
Minął
jakiś czas. Postawiono mi ultimatum. Albo rzucę psychotropy, albo rodzina i
znajomi się dowiedzą, a on odejdzie. Nie mogłam go stracić. Na jego oczach
pozbyłam się reszty tabletek, zniszczyłam ostatnie pamiątki po kiedyś ważnej
dla mnie osobie. Wzięłam się za siebie.
Zaczęłam
pracować, świat był szary i paskudny. Miałam ogromne bóle, ciągle myślałam o
tym jaka jestem beznadziejna, że powinnam to zakończyć.
I
nadal tak myślę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz