Witaj
przyjacielu.
Mogę Cię tak jeszcze nazywać?
Kiedyś byliśmy
sobie niezwykle bliscy. Byliśmy
niczym rodzeństwo – zawsze się wspieraliśmy, pomimo wielu kłótni i
sprzeczek. Jedno wysłuchało drugiego, drugie żaliło się jednemu.
Czy to musiało się skończyć?
W
pewnym momencie już nie
byłeś taki jak kiedyś. Twoje oczy już nie były zwykłe – miały piękny piwno-zielony kolor. Twój śmiech już nie był zwykły – napawał mnie ogromną dumą, gdy to ja go wywołałam. Twoje ręce już mnie
nie drażniły, gdy
chciały mi pomóc – pragnęłam
ich. Twoje ramiona stały się dla mnie ostoją, idealnym miejscem do znalezienia
spokoju.
Co się ze mną stało?
Zaczęłam
cię unikać. Nie chciałam tego uczucia. Wiedziałam, że jeśli je do siebie
dopuszczę nasza przyjaźń będzie zgubiona. Nie mogłam na to pozwolić, zwłaszcza,
że niedawno znalazłeś swoje szczęście. Nie miałam prawa nawet mieć nadziei na
wspólną zmianę statusu.
Zauważyłeś to?
Mijały
miesiące, a ty stawałeś się coraz piękniejszy i jednocześnie coraz bardziej
niedostępny. Twój związek kwitł i wyglądało na to, że trafiłeś idealnie.
Stanowiliście wspaniałą parę: zawsze zgodni, wspólnie przeżywaliście każdą
chwilę, a między wami nie istniały żadne niedomówienia.
Pragnęłam Twojego szczęścia.
Ze mną
cały czas się kłóciłeś. Nigdy nie mogliśmy się w pełni dogadać, a wszelkie
kłótnie trwały czasem tygodniami. Wiedziałam, że jeśli bylibyśmy razem nasz
związek byłby nazbyt toksyczny. Wiedziałam, że byśmy się ranili. Dlatego
milczałam.
Czy kiedykolwiek miałam rację?
Nastały
wreszcie dni, na które czekałam tak długo. Nareszcie znowu byłeś dla mnie tylko
przyjacielem. Po tak długim czasie w końcu mogłam spokojnie spojrzeć Ci w oczy,
bez obawy, że to, co czuję jest niewłaściwe. Lecz tylko u mnie ponownie się
układało.
Co takiego zaszło?
Ty i
Twoja ukochana zaczęliście się od siebie oddalać. Kłóciliście się, co było tak
niezwykłym widokiem, że aż przerażającym. Nie rozumiałam powodu tej nagłej
zmiany. Widziałam jak coraz mniejszą wagę przywiązujesz do tego związku.
Martwiło mnie to, bo widziałam Twoje początkowe szczęście. Nie chciałam, abyś
był samotny.
Co was poróżniło?
Coraz
częściej przychodziłeś do mnie. Widziałam jak bardzo męczy Cię ten związek.
Pragnęłam abyś jednak odbudował to wszystko zamiast zniszczył doszczętnie. Ty
jednak burzyłeś mosty pomiędzy sobą, a swoją ukochaną.
Czy na pewno nią jeszcze była?
Pewnej
nocy przyszedłeś do mnie pijany. Mówiłeś jak bardzo cię męczy ten związek, że
nie chcesz się dla kogoś zmieniać, a właśnie to jest od ciebie wymagane. Nagle
przerwałeś swoje żale, spojrzałeś mi głęboko w oczy i trzymając mnie w
ramionach wyznałeś miłość. Wszystkie emocje do mnie wróciły z większą siłą.
Zapragnęliśmy siebie nawzajem i jeszcze tej samej nocy zrobiliśmy to co
chcieliśmy.
Pamiętasz to chociaż?
Następnego
dnia jak gdyby nigdy nic wyszedłeś z mojego mieszkania. Nie odpisałeś, nie
oddzwoniłeś. Kilka dni później dostałam wiadomość od twojej dziewczyny z
podziękowaniami. Podobno to ja wróciłam ci wiarę w waszą miłość i to ja
pomogłam ci stanąć na nogi.
Nawet nie wiesz jak mnie to bolało.
Spakowałam
się, załatwiłam ostatnie sprawy i wyjechałam z miasta na drugi koniec kraju.
Zostawiłam ci tylko zawiadomienie o wyjeździe. Wielu znajomych starało się ze
mną skontaktować, aby dociec powodu tak nagłej decyzji. Niemal wszyscy, poza
tobą.
Czy choć Ty to rozumiałeś?
Znalazłam
świetną pracę, mieszkanie, poznałam cudownego faceta, który w krótkim czasie
stał się moim mężem i ojcem małej Anabel. Od innych dowiedziałam się o twoim
rozstaniu, depresji, próbie samobójczej…moją nadzieją była myśl że to nie z
mojej winy tak się stoczyłeś.
Jak bardzo się myliłam?
Dostałam
od ciebie list z prośbą abym przyjechała. Zrobiłam to bez większego
zastanowienia. Wzięłam córkę i wyruszyłam z domu z samego rana. Gdy dotarłam do
ciebie było za późno. Leżałeś we wannie, cały zakrwawiony i ledwo przytomny.
Widziałam że nie warto wzywać natychmiastowej pomocy, lecz i tak to zrobiłam.
Czy była szansa abym temu zapobiegła?
Usłyszałeś
płacz mojego dziecka i uchyliłeś na chwilę oczy. Ujrzałam uśmiech na twojej
bladej twarzy. Udało ci się nawet ułożyć kilka zdań. W momencie gdy ostatecznie
opadłeś z sił usłyszałam jak ratownicy wbiegają do mieszkania. Widziałam jak
próbują cię ratować, jednak długo tego nie robili.
Dlaczego właśnie tak wyglądało nasze
pożegnanie?
Wróciłam
do domu, położyłam maleńką spać, a sama usiadłam w oknie. Myślałam o tym
wszystkim co między nami było, o tym że mogłam wtedy zawalczyć o ciebie i o tym
jak bardzo cię kochałam po tych wszystkich latach pełnych bólu i samotności.
Minęły
kolejne lata. Anabel dorosła, mąż ode mnie odszedł, rzuciłam pracę posiadając
wystarczającą ilość pieniędzy. Godzinami słuchałam naszych piosenek, gotowałam
twoje ulubione dania, popołudniami siedziałam czekając aż przyjdziesz z pracy a
wieczorami zasypiałam z myślą że zaraz wyjdziesz z łazienki i mnie przytulisz
od siebie.
W
końcu nie wytrzymałam, pojechałam do mieszkania w którym widziałam cię po raz
ostatni. Zapisałeś je na mnie, a ja regularnie je opłacałam aby nikt w nim nie
zamieszkał. Nalałam wody do wanny, upięłam moje już oprószone siwizną włosy,
usiadłam w niej wygodnie i zrobiłam to samo co ty. Czerwień zaczęła otaczać
moje zniszczone przez czas ciało. Poczułam twoją obecność; twoje delikatne
dłonie muskające moje ciało, usta składające słodkie pocałunki na mojej twarzy,
szyi, ramionach… Otworzyłam oczy i ujrzałam te piękne, piwno-zielone oczy,
pełne uczucia, którego tak bardzo pragnęłam.
Miałam
Cię już na zawsze. Już na zawsze byłeś tylko dla mnie…
„Zawsze
Cię kochałem, lecz nie zawsze to rozumiałem. Teraz wiem jak bardzo pragnąłem
abyś to TY była przy mnie, abym to JA był przy tobie… Miałem nadzieję, że to ja
będę tym który da ci upragnioną córkę… Tak bardzo chciałem Cię uszczęśliwić…
Tak bardzo chciałem abyś była tuż obok… Wychowaj ją, wychowaj Anabel na tak
wspaniałą osobę jak Ty. Będę na Ciebie czekał…”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz