Pustka. Tylko to czuję. Nie
uśmiecham się pomimo pięknej pogody, zaczepiających mnie dzieci sąsiadów, ani
dźwięku ptaszków ćwierkających pomiędzy gałęziami.
Gdzie się podziałeś? Gdzie uciekły
wszystkie te piękne chwile? Gdzie te czułe pocałunki, słodkie słówka i tęskne
spojrzenia?
Kolejna stłuczona szklanka. Kolejne
rany na rękach, kolejna nieprzespana noc. Jeszcze rok temu szykowałam się do
sadzenia nowych kwiatów, wiosennych porządków i świątecznych poszukiwań zająca.
Patrzyłeś zawsze wtedy na mnie rozbawiony i powtarzałeś, że powinnam dorosnąć. Potem
porywałeś mnie w ramiona i zaciągałeś do sypialni.
Gdzie kłótnie o głupoty? Gdzie słone
łzy po zbędnych słowach? Gdzie ten gorący dotyk warg? Gdzie namiętne noce i
ostre poranki?
Wyrzucam pościel, większość ubrań
i wspólne rzeczy. Kiedyś zbieraliśmy wszystko, co mogło nam przypominać
niektóre dni. Teraz, gdy na to wszystko patrzę nie czuję nic. Nie rozumiem, co
tak nam się podobało na wyjeździe w góry, wycieczce do lasu czy choćby głupim spacerze
po parku. Nie czuję dawnej goryczy po nieprzyjemnych wymianach zdań, nie
wzruszają mnie te wszystkie romantyczne gesty.
Gdzie te wszystkie uczucia, jakie
we mnie wzbudzałeś? Gdzie te słowa, które tak zapewniały o trwaniu przy sobie
do końca?
Dziś zobaczyłam Cię po długim
czasie. Jesteś nieco bledszy, małomówny i nie patrzysz mi w oczy. Sama pewnie
lepiej nie wyglądam. Ale oboje wiemy, że dalsza gra jest bezowocna. Wszystko minęło.
Ogień wygasł. Musimy opatrzyć poparzenia i iść dalej pomiędzy falami
codzienności i sztormami rzeczywistości. Sami. Bez wzajemnej ochrony i wsparcia
brniemy pomiędzy zgniliznę tego świata.
Po to, aby za pewien czas
ponownie paść sobie w ramiona i ostatnią zapałką rozświetlić drogę naszego
życia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz