16 sty 2016

Mój sen 3 (część)

Szliśmy szybko przez długie korytarze, ozdabiane najróżniejszymi obrazami. Sufit, podobnie jak w sypialni, był niezwykle wysoko. Na marmurowej posadce był rozłożony bordowy dywan. Kamienne ściany przyprawiały o dreszcze, wraz z palącymi się świecznikami na nich.
Minęliśmy około pięciu par drzwi i zatrzymaliśmy się przed dwuskrzydłowymi wrotami. Kohaku otworzył je przede mną kłaniając się lekko. Weszłam do ogromnej sali balowej. Okna długie na kilka metrów zaczynały się niemal przy podłodze i pięły się do samego sufitu, z którego zwieszone były kryształowe żyrandole. Kremowe ściany ozdabiały gobeliny przedstawiające te same rzeczy, ale z różnych etapów czasowych. Na oko najstarszy z nich, przedstawiał dwie dłonie złączone ze sobą i otaczające je jakby ochronnie czarne skrzydła. Na kolejnych ręce się rozdzielały aż na ostatnim wizerunku odsunięte były całkowicie. Gdy przyjrzałam się skrzydłom zauważyłam, że wraz z rozsuwającymi się dłońmi rozkładały się i bielały.
Przeszłam wzdłuż ściany. Pokój był okrągły. Potężne filary wzniesiono tak, aby nie zasłaniały okien. Naprzeciw drzwi znajdował się kominek. Albo raczej komin, bo swą wielkością przypominał drzwi garażowe, przez które Mikołaj miał wlecieć saniami. Czułam, że to pomieszczenie jest otoczone aurą tajemnicy. Bardzo chciałam wiedzieć jakiej i mimo że jeszcze jej nie znałam, miałam wrażenie, iż jest bliska mojemu sercu.
Przebiegłam na środek sali i zakręciłam się wokół własnej osi zamykając oczy. Byłam tu już. Nie wiem kiedy, ale wiem, że już tu byłam.
-Wróciłam… - Zatrzymałam się, lecz dalej czułam, że świat wiruje. Głowa zaczęła mnie okropnie boleć. Poczułam ostry ból w boku. Krzyknęłam i upadłam trzymając się za bolące miejsce. Widziałam tłoczących się wokół mnie ludzi i kogoś stojącego przede mną z zakrwawionym sztyletem w ręku. Zrobiło mi się słabo, zaczęłam tracić kontakt z tym, co się dzieje. Słyszałam przerażone krzyki ludzi i upiorny śmiech. Obraz zaczął robić się czarny, chłodna posadzka jakby dzieliła się ze mną swym zimnem. Chaos wokół zaczął się mieszać.
Nagle wszystko ustało. Otworzyłam zaciśnięte do tej pory powieki i spojrzałam na trzymającego mnie anioła. Wtuliłam się w niego przerażona. Po chwili jednak dotarło do mnie, co robię i odsunęłam się od niego. Wszyscy ludzie zniknęli, znowu byliśmy sami.
-Co się stało? – Lekko otępiała spojrzałam na niego, po czym skierowałam wzrok na sukienkę. Wyglądała tak jak wcześniej, bok mnie już nie bolał, a ręce nie były zakrwawione.
-Miałaś wizję, panienko. – Jego, uwaga, delikatny głos uspokoił mnie mimowolnie. – A raczej nie tyle wizję, co retrospekcję. Zobaczyłaś to, co się stało z Twoim wcześniejszym wcieleniem w tym miejscu.  
-Jakim co?! – Stwierdzenie, że doznałam szoku to mało powiedziane. – O czym ty mówisz?
-A myślałem, że jednak posiadasz odrobinę inteligencji… Nie jesteś byle kim. Jesteś jedną z… Dlate… - Nie miałam pojęcia, co mówi. Obraz zaczął się rozmazywać aż w końcu nic nie widziałam. Zaczęłam tracić grunt pod nogami. Ogarnęła mnie pustka…
… a potem poczułam jak otacza mnie ciepło. Usłyszałam szelest pościeli. Otworzyłam oczy i zobaczyłam swój czerwony sufit.


*****
Cdn

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz