Szliśmy szybko przez
długie korytarze, ozdabiane najróżniejszymi obrazami. Sufit, podobnie jak w
sypialni, był niezwykle wysoko. Na marmurowej posadce był rozłożony bordowy
dywan. Kamienne ściany przyprawiały o dreszcze, wraz z palącymi się
świecznikami na nich.
Minęliśmy około pięciu
par drzwi i zatrzymaliśmy się przed dwuskrzydłowymi wrotami. Kohaku otworzył je
przede mną kłaniając się lekko. Weszłam do ogromnej sali balowej. Okna długie
na kilka metrów zaczynały się niemal przy podłodze i pięły się do samego
sufitu, z którego zwieszone były kryształowe żyrandole. Kremowe ściany ozdabiały
gobeliny przedstawiające te same rzeczy, ale z różnych etapów czasowych. Na oko
najstarszy z nich, przedstawiał dwie dłonie złączone ze sobą i otaczające je jakby
ochronnie czarne skrzydła. Na kolejnych ręce się rozdzielały aż na ostatnim
wizerunku odsunięte były całkowicie. Gdy przyjrzałam się skrzydłom zauważyłam,
że wraz z rozsuwającymi się dłońmi rozkładały się i bielały.
Przeszłam wzdłuż
ściany. Pokój był okrągły. Potężne filary wzniesiono tak, aby nie zasłaniały
okien. Naprzeciw drzwi znajdował się kominek. Albo raczej komin, bo swą
wielkością przypominał drzwi garażowe, przez które Mikołaj miał wlecieć
saniami. Czułam, że to pomieszczenie jest otoczone aurą tajemnicy. Bardzo
chciałam wiedzieć jakiej i mimo że jeszcze jej nie znałam, miałam wrażenie, iż
jest bliska mojemu sercu.
Przebiegłam na środek sali
i zakręciłam się wokół własnej osi zamykając oczy. Byłam tu już. Nie wiem
kiedy, ale wiem, że już tu byłam.
-Wróciłam… -
Zatrzymałam się, lecz dalej czułam, że świat wiruje. Głowa zaczęła mnie
okropnie boleć. Poczułam ostry ból w boku. Krzyknęłam i upadłam trzymając się
za bolące miejsce. Widziałam tłoczących się wokół mnie ludzi i kogoś stojącego
przede mną z zakrwawionym sztyletem w ręku. Zrobiło mi się słabo, zaczęłam
tracić kontakt z tym, co się dzieje. Słyszałam przerażone krzyki ludzi i
upiorny śmiech. Obraz zaczął robić się czarny, chłodna posadzka jakby dzieliła się
ze mną swym zimnem. Chaos wokół zaczął się mieszać.
Nagle wszystko ustało.
Otworzyłam zaciśnięte do tej pory powieki i spojrzałam na trzymającego mnie anioła.
Wtuliłam się w niego przerażona. Po chwili jednak dotarło do mnie, co robię i
odsunęłam się od niego. Wszyscy ludzie zniknęli, znowu byliśmy sami.
-Co się stało? – Lekko
otępiała spojrzałam na niego, po czym skierowałam wzrok na sukienkę. Wyglądała
tak jak wcześniej, bok mnie już nie bolał, a ręce nie były zakrwawione.
-Miałaś wizję,
panienko. – Jego, uwaga, delikatny głos uspokoił mnie mimowolnie. – A raczej
nie tyle wizję, co retrospekcję. Zobaczyłaś to, co się stało z Twoim
wcześniejszym wcieleniem w tym miejscu.
-Jakim co?! –
Stwierdzenie, że doznałam szoku to mało powiedziane. – O czym ty mówisz?
-A myślałem, że jednak
posiadasz odrobinę inteligencji… Nie jesteś byle kim. Jesteś jedną z… Dlate… -
Nie miałam pojęcia, co mówi. Obraz zaczął się rozmazywać aż w końcu nic nie
widziałam. Zaczęłam tracić grunt pod nogami. Ogarnęła mnie pustka…
… a potem
poczułam jak otacza mnie ciepło. Usłyszałam szelest pościeli. Otworzyłam oczy i
zobaczyłam swój czerwony sufit.
*****
Cdn
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz